Myślisz, że kogoś znasz, a okazuje się, że... to guzik prawda. Usilnie starasz się być "na topie", jeżeli chodzi o życie twoich przyjaciół, czy innych bliskich osób. Czasami to nie wystarcza. Owszem, czujesz zawód, ale czy cokolwiek możesz z tym zrobić? Zdziwię cię, jeśli powiem, że tak, prawda? Ale nie jest to niemożliwe. Wystarczy po prostu być przy drugiej osobie, co by się nie działo. Ja przetrwałam tę próbę i na dzień dzisiejszy jestem z siebie dumna. Chociaż wtedy nawet o tym nie myślałam.
- Co proszę?! - spytałam chyba po raz setny, z niedowierzaniem przyglądając się mojej najlepszej przyjaciółce. Westchnęła i cierpliwie podsunęła mi pod nos swój telefon komórkowy, na włączonej wiadomości.
"Witaj, Felicity. Jak już pewnie zauważyłaś, nazywam się Louis Tomlinson. Piszę do Ciebie, gdyż widziałem jak śpiewasz razem z Ed'em. Twój głos jest wręcz fenomenalny, dlatego wraz z resztą zespołu, chciałbym spytać, czy nie miałabyś ochoty wziąć udział w naszym programie telewizyjnym o nazwie 'Śladami One Direction', bo byłoby nam niezmiernie miło. Ale koniec tego podlizywania się. W razie czego, wiesz gdzie pisać. ;)"
Tak brzmiał komunikat. A ja wciąż nie mogłam uwierzyć w to, co czytałam. Sam Louis Tomlinson, chłopak z mojego ulubionego zespołu, napisał do Felicity! Ale ona wyglądała tak, jakby na niej nie wywarło to żadnego wrażenia.
- To pójdziesz? - spojrzałam na nią, ledwie mogąc usiedzieć w miejscu. Wcześniej przecież prosiłam ją, abyśmy razem pojawiły się w tym programie. Nawet Perrie nam to sugerowała. Czyżby jakieś przeznaczenie? Bo zbieg okoliczności raczej nie bardzo.
- Słuchaj, Jenny. Ja wiem, że tobie bardzo na tym zależy. Przecież ja również ich uwielbiam. Ale po pierwsze: do tego programu powinny iść naprawdę dobre osoby, bo oni mają już dość fanek, które przychodzą tylko po to, aby ich zobaczyć. Po drugie: to na pewno jakiś żart. No bo pomyśl sobie tak logicznie: czy Louis Tomlinson nie ma co robić, tylko pisać do mnie i pytać, czy wezmę udział w ich programie? Chcą, żebym się ośmieszyła - stwierdziła i uśmiechnęła się do mnie. Jednak nie jestem taka głupia i tak łatwo zbyć się nie dam. Coś tutaj było na rzeczy, i to ewidentnie. Przecież cudownie śpiewała, lęku przed sceną też nie miała. Więc dlaczego nie chciała po prostu pójść do tego programu i spróbować? Nie miałam pojęcia. Ale jako jej najlepsza przyjaciółka miałam zamiar się dowiedzieć. Wątpiłam jednak, że wyjaśni mi to ot tak. Dlatego zostawiłam ją samą w pokoju i udałam się na górę, gdzie Ed grał w jakąś dziwną grę na swojej konsoli. Usiadłam na łóżku i przez chwilę wpatrywałam się w ekran telewizora, a widząc, jak rudy chłopak na mnie patrzy, uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie wiesz dlaczego Fizzy nie chce iść do programu "Śladami One Direction"? Bo napisał do niej Louis Tomlinson i spytał, czy by nie chciała wziąć udziału, ale ona stwierdziła, że nie - wyjaśniłam, a ten odłożył kontroler i zaczął się zastanawiać. - Uważa, że sobie z niej żartują.
- Nie mam pojęcia, naprawdę. Chciałbym ci pomóc, Jenny, ale nie wiem dlaczego nie chce tam iść. Przecież obie uwielbiacie ten zespół, no nie? - zapytał, a raczej stwierdził, gdyż była to rzecz oczywista. Ale od niego niczego nowego się nie dowiedziałam. Nie było dosłownie żadnego powodu, dla którego Felicity mogłaby nie chcieć wystąpić w programie.
Zrezygnowana zeszłam na dół, a widząc Fizzy w kuchni uśmiechnęłam się pod nosem. Widok tak częsty, że to byłaby pierwsza rzecz, której by mi brakowało, gdybyśmy kiedyś musiały rozstać się na dłuższy czas. Brunetka była niesamowitym łakomczuchem, dlatego przyrównywałam ją do Nialla Horana. A też dlatego, że również była po części Irlandką. Jej mama ponoć była Brytyjką, a ojciec Irlandczykiem. Bardziej wdała się w matkę. Miała jedno zdjęcie swojej rodziny. Jedno jedyne, sprzed wielu lat. Znajdowała się na nim ona, jej rodzice i jakiś mały chłopiec, którego Felicity nie potrafiła rozpoznać.
Gdy śpiewała, często brzmiała jak Horan, to była kolejna podobna cecha. Ale mimo wszystko, o wiele bardziej każdemu przypominała Harry'ego Stylesa. Brązowe kręcone włosy, duże zielone oczy, dołeczki w policzkach. Wolny brytyjski akcent, który w niej uwielbiałam. A jak śpiewała... pozazdrościć. Uważałam, że nie może się tak marnować. Dla Ed'a pisała teksty, bo to lubiła robić najbardziej. Napisała z nim już wiele piosenek, które podbiły listy przebojów. Ale dla zabawy mogła spróbować czegoś nowego, zwłaszcza, że miała mnie, Conora, oraz swojego chłopaka, Nathana Sykesa, który należał do sławnego boysbandu The Wanted. Obracałyśmy się w gronie osób sławnych, lecz nie dlatego się z nią przyjaźniłam. Była najlepszą osobą, jaką można sobie wymarzyć, dlatego Nathan był prawdziwym szczęściarzem. Ale czasami zachowywał się jak totalny palant, doprowadzając mnie do białej gorączki.
Spojrzałam na nią z wyrzutem, po czym bez słowa wzięłam w dłoń jabłko i usiadłam przy stoliku, uważnie ją obserwując.
- Oj no weź, Jennifer, nie bądź na mnie zła - poprosiła, siadając na przeciwko.
- A odpisałaś Tomlinsonowi? - spytałam, unosząc brwi ku górze. Pokręciła przecząco głową. - To mu chociaż napisz, że nie jesteś zainteresowana - rzuciłam, po czym wyszłam z pomieszczenia. Usłyszałam za sobą głośne westchnięcie i uśmiechnęłam się do siebie. Poszła za mną, po czym na moich oczach pisała do członka zespołu, że bardzo jej przykro, ale nie chce wziąć udziału w programie, bo nie uważa, aby była wystarczająco dobra. Co za bzdura! Tylko irytowała mnie tym swoim dziecinnym zachowaniem. Zamiast wyjaśnić mi, co tak naprawdę się stało, kłamie. Bez słowa wzięłam na kolana laptopa i weszłam na Twittera. To, co zobaczyłam, zdziwiło mnie jeszcze bardziej niż wiadomość od Louisa. Niall Horan dodał link z twitcama Sheeran'a, i napisał, że to jest idealne, oraz, że chciałby aby te dziewczyny pojawiły się w ich programie. A trendy? "Felicity Sheeran w programie 1D". Wybuchnęłam głośnym śmiechem. No, to teraz nasza śnieżynka będzie miała niemały problem z uporaniem się z fankami chłopców. Podniosła na mnie zdenerwowany wzrok, ale co ja mogłam? Siła wyższa.
Po chwili poczułam jak mój telefon wibruje. Wyjęłam go z kieszeni spodni i spojrzałam na wyświetlacz. Perrie. Co mogła chcieć? Miała przyjechać dopiero jutro, więc nie sądziłam, aby chodziło o to. Perrie to nasza przyjaciółka od dwóch lat. Poznałam ją wtedy, gdy Felicity napisała pierwszy tekst dla jej zespołu - Little Mix. A mianowicie "Cannonball". Śliczna piosenka, naprawdę. Mimo wszystko po chwili odebrałam.
~ Słuchaj, okazało się, że wcześniej skończyliśmy i jeszcze dzisiaj będę w mieście. Jak dolecimy to napiszę i wpadnę po was. Chciałabym już wam go przedstawić ~ ekscytowała się blondynka, a ja ledwie mogłam nadążyć za jej głosem.
- Dobrze, dobrze. W takim razie będziemy na ciebie czekać, napisz, jak już będziesz w Londynie, do zobaczenia - pożegnałam się i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. - Panna Edwards odwiedzi nas już dzisiaj, aby zabrać nas na spotkanie ze swoim cudownym towarzyszem - oznajmiłam Fizzy oficjalnym tonem, postanawiając ją totalnie ignorować. Spojrzała na mnie zaskoczona, jednak nie odpowiedziała.
O co właściwie byłam na nią zła? Nie wiem. Może o to, że uważałam się za jej najlepszą przyjaciółkę, a ona tak po prostu bez większych trudności wciskała mi kit. Czułam to. Zbyt wiele z nią przeszłam, aby móc twierdzić inaczej. Było mi z tym źle, nie wiedziałam jak mam się zachować. Czegoś mi nie mówiła. Coś starała się przede mną ukryć. Ale musiała mieć ku temu powód. W innym wypadku nie wahałaby się nawet przez moment. Pozostawało mi jedynie uszanować jej decyzję. Chociaż bolało, bo wyglądało to tak, jakby mi nie ufała.
Słysząc pukanie do drzwi odłożyłam laptop na stół i ruszyłam się, aby otworzyć. Widząc kto przyszedł, wywróciłam teatralnie oczami, po czym uśmiechnęłam się i przytuliłam chłopaka na powitanie.
- Felicity, Nathan przyszedł! - krzyknęłam najnormalniej w świecie. Nathan przez dwa miesiące był tutaj nieobecny, ponieważ wraz z zespołem dawali koncerty w Ameryce Północnej. Fizzy niesamowicie za nim tęskniła, ale takie były uroki spotykania się z gwiazdami. Nie musiałam długo czekać, aby usłyszeć za sobą pisk i szybkie kroki. Już dosłownie minutę później brunetka wpadła w ramiona wyższego od siebie o głowę mężczyzny. W sumie... każdy był od niej wyższy. Nawet ja.
Ciekawi was zapewne, jak poznałyśmy Nathana. Otóż, to nie jest taka skomplikowana historia. Fizzy i Nate spotykają się ze sobą prawie od roku. To ja wpadłam na niego w jednym ze Starbuck'sów, gdy byłyśmy na wakacjach w Los Angeles, w tamtym roku. Rozpoznałam go, poprosiłam o autograf i tak się zaczęło. Potem dołączyła do nas Felicity. A ja od razu wiedziałam, że dziewczyna wpadła mu w oko. Było niewyobrażalnie ciężko ich ze sobą połączyć, bo Sykes miał mnóstwo koncertów, jeździł po świecie. Jednak dla jej szczęścia zrobiłabym wszystko, i wzajemnie. Czasami gdy widziałam jak ją traktuje gdy jest pijany, lub gdy się kłócą, żałuję i obwiniam siebie. Felicity tłumaczyła mi milion razy, że nie powinnam, bo to przez ich głupotę. Lecz to ja ich ze sobą poznałam, prawda?
Odgoniłam od siebie te myśli, przyglądając im się.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak się za tobą stęskniłam - powiedziała Fizzy.
- Ja za tobą i tak bardziej - odpowiedział Nathan. Tak, tak, Sykes. Widziałam twoje zdjęcia w basenie z tymi panienkami, gdy byliście w Hiszpanii. Nie chciałam nic mówić przyjaciółce, ale ostatnio w sieci pojawiło się kilka fotografii na których jej chłopak przytulał do siebie osoby, które widziałam pierwszy raz w życiu. Modliłam się o to, aby ona tego nie zobaczyła. Już było tego wszystkiego dość.
- Nathan, a gdzie reszta? - spytałam mimochodem, wchodząc za nimi do salonu. Oczywiście oboje od razu usiedli na kanapie i zaczęli sobie nadrabiać te dwa miesiące. Nie mogłam na nich patrzeć. Może trochę zazdrościłam, ale to chyba normalne. Z nikim nie byłam już od bardzo dawna. Można powiedzieć, że jeszcze nigdy nie byłam w żadnym poważnym związku. Wszystkie poprzednie kończyły się po paru dniach totalnymi porażkami. Nie miałam do tego szczęścia. Tyle dobrze, że miałam przyjaciół.
- Em... zatrzymali się w domu Tom'a, a co? Stęskniłaś się za nimi? - spytał ironicznie. Nie przepadałam za resztą chłopaków z TW. Max był zarozumiały, Tom to taki laluś, Siva myśli tylko o sobie, a Jay mówi ciągle o swojej dziewczynie. Nie da się z nimi siedzieć.
- Tak, po prostu pałam chęcią zobaczenia ich, nie widać? - odpowiedziałam tym samym tonem, włączając telewizor. Po chwili na dół zszedł do nas Ed. Przywitał się z Nathanem i usiadł obok mnie. Czasami ten cudowny rudzielec mnie zaskakiwał. Potrafił być spokojny w dosłownie każdym momencie. Co by się nie działo, nie krzyczy. Jeszcze nigdy nie widziałam go rozzłoszczonego. Gdy razem z Fizzy zasypujemy go milionami pytań, cierpliwie na nie odpowiada, choćby były nie wiem jak głupie.
- Felicity, sprawdzałaś swojego Twittera? - rzucił jakby od niechcenia. Brunetka wywróciła teatralnie oczami i sięgnęła po telefon. Po jej minie wywnioskowałam, że nic dobrego nie ujrzała. Podała mi komórkę, a ja bez słowa odczytałam kolejną wiadomość od Louisa.
"To nie jest żaden żart. Naprawdę chcemy, abyś się pojawiła. Ale jeżeli nam nie wierzysz, mamy propozycję. Jesteś w Londynie, prawda? My również. Baker Street 18A, wpadnij dziś, lub jutro. Tam cię przesłuchamy i wszystko powiemy. Jeżeli potem dalej nie będziesz chciała, damy ci spokój."
Jaki on jest uroczy. Podniosłam głowę i spojrzałam na przyjaciółkę. Nathan nie wiedział o co chodzi, więc patrzył na nas zdezorientowany. Pokrótce wyjaśniłyśmy mu co i jak, a on stwierdził, że można się przy tym pośmiać, więc powinnyśmy spróbować. Następna osoba. Ale i to nie przekonywało cudownej Fizzy. Moje starania szły na marne, więc postanowiłam jak na razie zaprzestać. W końcu będzie miała dość wiadomości od członków One Direction.
Jakieś dwie godziny później do naszych drzwi zapukała sama Perrie Edwards. Nie uprzedziła nas o tym, tak jak powiedziała, że zrobi. Ale to było bardzo w jej stylu. Przeważnie zapominała o wszystkim. Znów ja otworzyłam. Nie jestem, do cholery, odźwiernym. Muszę im to jakoś uświadomić. Zlustrowałam blondynkę wzrokiem. Entuzjazm aż z niej buchał, przenosząc się na mnie. Widać, że dopiero wróciła, bo jeszcze nawet nie zdążyła się przebrać. Pokręciłam głową z dezaprobatą i wpuściłam ją do środka, uprzednio się witając.
- Felicity i Nathan są w salonie, Ed też. Wchodź - powiedziałam, po czym sama udałam się za nią. Fizzy oderwała się od bruneta i podeszła do przyjaciółki. Perrie oczywiście nie rozstawała się ze swoimi koturnami, przez co nasz chochlik musiał się nieźle nagimnastykować, aby móc dać jej całusa w policzek. Zaśmiałam się pod nosem, za co tamta wręcz zmiażdżyła mnie wzrokiem. Nie znosiła, gdy śmiano się z jej wzrostu. 160 cm to przecież nie tak mało, co nie? Ja sama miałam 168, Nathan 178, a Perrie 173 cm.
- Wybacz Nathan, ale muszę ci je porwać - odezwała się od razu Edwards, wskazując na mnie i na Fizzy. - Już uprzedziłam go, że przyjdziemy, więc szybko się ubierzcie, a ja tu poczekam - rzuciła, rozsiadając się wygodnie na fotelu. Spojrzałam w kierunku Felicity i wzruszyłam ramionami. Obie dobrze wiedziałyśmy, że z nią się nie dyskutuje. Wybiegłam na górę do swojego pokoju i szybko przebrałam się w normalne ubrania. To znaczy, jeansy, T-shirt. W końcu mamy lato, prawda? Nie będę się ubierała, jakby był mróz. A Fizzy tym bardziej. Założyła krótkie spodenki i bluzkę z motywem Bon Jovi. Nie potrzebowałyśmy dużo czasu na przygotowanie się, więc już po chwili byłyśmy na dole. - Samochód czeka - powiedziała Perrie i uśmiechnęła się szeroko, wychodząc. Felicity pożegnała się z Nathanem, i dopiero wtedy mogłyśmy jechać.
Po drodze próbowałam wyciągnąć od przyjaciółki informacje na temat tego chłopaka, ale nic nie chciała powiedzieć. Mówiła tylko, że to tajemnica i że chce nam zrobić niespodziankę. A moja ciekawska natura nie chciała dać sobie spokoju. Czasami było to naprawdę irytujące, i trudno było to powstrzymać. Jednak opanowałam to już do zadowalającego stopnia i resztę podróży zdołałam wysiedzieć w ciszy, oglądając widoki za oknem samochodu, mimo iż Londyn znałam jak własną kieszeń. Gdy auto po jakichś piętnastu minutach się zatrzymało, zmieniłam się w małą surykatkę, która za wszelką cenę chciała dostrzec wszystko. Uważnie przyjrzałam się parceli, którą Perrie pokazywała i zmarszczyłam nos. Baker Street 18A. Czy ja tego już gdzieś nie...?
- O Boże... - mruknęła Fizzy, która najwidoczniej domyśliła się tego samego.
W tym momencie znajdowałyśmy się przed domem, w którym znajdowali się członkowie najbardziej rozchwytywanego zespołu Wielkiej Brytanii - One Direction. Ja? Byłam wniebowzięta. Ale Felicity nie podzielała mojego humoru. Z resztą jak zawsze ostatnimi czasy.
Edwards przeszła po brukowanej uliczce prowadzącej do drzwi i przywołała nas gestem ręki. Zapukała delikatnie, a my stanęłyśmy za nią, oczekując, aż ktoś nam otworzy. W drzwiach pojawił się wysoki mężczyzna, o brązowych oczach. Liam Payne. Ideał niejednej, stał z nami twarzą w twarz. No.. prawie. Uśmiechnęłam się delikatnie. Nie należałam do jednej z tych napalonych fanek, które przy każdej możliwej okazji rzuciłyby się na nich, jakby chciały udusić. Fizzy tym bardziej.
- Perrie! - odezwał się chłopak. - O, widzę, że przyprowadziłaś koleżanki - dodał, widząc nas. - Witajcie, dziewczyny. Nazywam się Liam, bardzo miło mi was poznać. Wejdźcie do środka. Chcecie może coś do picia, albo jedzenia? - pytał. Bardzo gościnny człowiek. Widziałam, że Fizzy już chciała poprosić o jedzenie, jednak powstrzymałam ją.
- Ja nazywam się Jennifer, a to moja przyjaciółka Felicity. Nam również bardzo miło, Liam. I nie, dziękujemy - odpowiedziałam za nas obie, zdejmując z nóg buty. Rozejrzałam się po wnętrzu mieszkania. Ewidentnie widać było, że mieszka w nim piątka chłopców. Po ziemi walały się ubrania, resztki jedzenia leżały na komodzie, piłka do gry u stóp schodów, buty porozrzucane byle jak po kątach. Ale mimo tego panował tutaj jakiś taki dziwny porządek. Nie wiem dlaczego, lecz od razu gdy tu weszłam odczułam takie wrażenie.
Liam zaprowadził nas do salonu, gdzie na kanapie siedziała trójka kolejnych członków zespołu. Harry, Louis i Niall. Ostatnia dwójka przepychała się, trzymając w dłoniach kontrolery. Śmiali się wniebogłosy. Widząc nas ucichli, uśmiechając się szeroko.
- Ej, ej, Lou, to jest ona! - krzyknął w końcu Horan, podnosząc się z miejsca.
- Rzeczywiście! - zawtórował mu drugi. - Harry, pamiętasz jak mówiliśmy ci, że uratowaliśmy program? To właśnie dzięki niej - rzucił Tomlinson. Harry podniósł wzrok i zatrzymał go na Felicity. Jego twarz przedstawiała tylko i wyłącznie szok. No tak, przecież była do niego uderzająco podobna. - Nie, ja nie uwierzę, że wy nie jesteście rodziną, póki nie dostanę tego na papierze - oświadczył stanowczo Louis, na co tylko się zaśmiałam.
- Tommo, zachowuj się - upomniał go Payne. Od razu było widać, że to on tutaj rządzi. Chociaż to Lou był najstarszy.
- Nazywam się Jenny, a ją to już znacie - odezwałam się cicho, patrząc po ich twarzach. Chwilę później spojrzałam na Nialla. Mojego ulubionego piosenkarza. Był po prostu idealny. Jak i w telewizji, tak i na żywo. Potargane blond włosy, duże błękitne oczy, i ten uśmiech... Gdy on również na mnie spojrzał, zarumieniłam się lekko i uciekłam wzrokiem w bok. Szybko spojrzałam na bruneta w lokach, który nie wiem jakim cudem, ale bardzo szybko znalazł się przed Felicity i patrzył na nią z góry. Różnica wzrostu aż biła po oczach. Harry miał w końcu 178cm i był najwyższy z zespołu. Było to nie adekwatne do skali wiekowej, ale cóż. Nie jest to rzecz najważniejsza, więc nie zagłębiajmy się w szczegóły. Jego zachowanie było komiczne. Uniósł do góry jedną rękę, jakby coś sprawdzał. Fizzy szybko podjęła zabawę i również uniosła dłoń do góry, następnie drugą. Idealnie równo. Po chwili zaczęła się śmiać, jak i cała reszta.
- Harry, ona jest prawdziwa, a ty zachowujesz się jak kretyn - oznajmiła bezpośrednio Perrie.
Jak w ogóle było możliwe, że nie zauważyłyśmy jej znajomości z nimi? Fakt, długo się nie widziałyśmy, ale nie sądziłam, że aż tyle się pozmieniało. Cóż, jak widać, jestem trochę nie na czasie z tym wszystkim. Ale życia sławnej przyjaciółki nie da się ogarnąć, uwierzcie. Jednak ja już chyba wiedziałam, jakiego chłopaka chciała nam przedstawić Perrie.
- W ogóle to się nie przedstawiłem, chociaż pewnie nie muszę. Ale ty tak - odezwał się Niall, spoglądając na mnie. Rzeczywiście, powiedziałam swoje imię jedynie Liam'owi, a cała reszta już zna Fizzy.
- Przepraszam, zapomniałam o tym. Nazywam się Jennifer, miło mi was wszystkich poznać - oznajmiłam, uśmiechając się szeroko. Uścisnęliśmy sobie dłonie i mogliśmy przejść do dalszej konwersacji.
- Skoro już tu jesteś, to może dasz nam się wstępnie przesłuchać? - poprosił Louis, patrząc na Felicity, przed którą wciąż stał Harold. Nie mógł się napatrzeć na swojego damskiego sobowtóra. - Styles, przesuń mi się, bo zasłaniasz ją całą - zirytował się niebieskooki, odsuwając przyjaciela.
- Ale tylko, jeśli Jenny zaśpiewa ze mną - ostrzegła od razu, chwytając mocno moją dłoń. Spojrzałam na nią, stanowczo zaprzeczając ruchami mojej głowy. Miałam zaśpiewać przed prawie całym One Direction? Jasne.
- Och, no proszę. Przecież już słyszeliśmy jak śpiewacie, co to za problem? - skomentował Nialler. Dla niego to takie proste. Uśmiechnęłam się krzywo, po czym usiadłam na fotelu, a Felicity na jego oparciu.
- Co chcecie, abyśmy zaśpiewały? - zapytała spokojnie Sheeran, nie pytając nawet o moje zdanie. Cała ona. Była bardzo odważna i rzadko kiedy obchodziło ją to, co sobie pomyślą inni. Żałowałam, że ja tak nie umiem. Każdą krytykę brałam do siebie, starałam się być lepszą i sprostać oczekiwaniom innym, co nie zawsze wychodziło na dobre. Lecz skoro oglądali jak śpiewamy z Ed'em, to może rzeczywiście nie było problemu, a to jak zwykle ja się go doszukiwałam.
- Może coś twojego kuzyna? - zaproponował Liam, który wciąż nie miał pojęcia o co chodzi. Z tego co zdążyłam zauważyć, to tylko Louis i Niall byli wtajemniczeni w plan wciągnięcia Fizzy w program. Spojrzałam do góry na przyjaciółkę i uśmiechnęłam się. Obie wiedziałyśmy, co chcemy zaśpiewać. Felicity zaczęła mi wybijać rytm, klaszcząc, a ja zaczęłam śpiewać, patrząc na swoje dłonie. W innym wypadku speszyłabym się i nie dała sobie rady. Felicity położyła dłoń na moim ramieniu i lekko ją zacisnęła, chcąc dodać mi otuchy. Na mojej twarzy od razu wykwitł mimowolny uśmiech.
- "I'm gonna pick up the pieces, and build a lego house. If things go wrong, we can knock it down... My three words have two meanings, there's one thing on my mind..." - nuciłam. "Lego House" Ed'a Sheerana. Jedna z moich ulubionych piosenek. A była pisana przez moich przyjaciół, Ed'a i Fizzy. - "It's all for you" - dokończyłam, po czym uniosłam głowę na wpatrzonych w nas chłopców i uśmiechniętą od ucha do ucha Perrie. Jej ręce złożone były jak do modlitwy, podstawione pod samą brodę. Była.. dumna.
- "And it's dark in a cold december, but I've got ya to keep me warm" - zaczęła szybko Fizzy, dalej uderzając dłońmi o swoje uda. Harry dosłownie otworzył usta ze zdziwienia. - "And if you're broken I will mend ya and keep you sheltered from the storm that's raging on now" - uśmiechnęła się pod nosem.
- To pójdziesz? - spojrzałam na nią, ledwie mogąc usiedzieć w miejscu. Wcześniej przecież prosiłam ją, abyśmy razem pojawiły się w tym programie. Nawet Perrie nam to sugerowała. Czyżby jakieś przeznaczenie? Bo zbieg okoliczności raczej nie bardzo.
- Słuchaj, Jenny. Ja wiem, że tobie bardzo na tym zależy. Przecież ja również ich uwielbiam. Ale po pierwsze: do tego programu powinny iść naprawdę dobre osoby, bo oni mają już dość fanek, które przychodzą tylko po to, aby ich zobaczyć. Po drugie: to na pewno jakiś żart. No bo pomyśl sobie tak logicznie: czy Louis Tomlinson nie ma co robić, tylko pisać do mnie i pytać, czy wezmę udział w ich programie? Chcą, żebym się ośmieszyła - stwierdziła i uśmiechnęła się do mnie. Jednak nie jestem taka głupia i tak łatwo zbyć się nie dam. Coś tutaj było na rzeczy, i to ewidentnie. Przecież cudownie śpiewała, lęku przed sceną też nie miała. Więc dlaczego nie chciała po prostu pójść do tego programu i spróbować? Nie miałam pojęcia. Ale jako jej najlepsza przyjaciółka miałam zamiar się dowiedzieć. Wątpiłam jednak, że wyjaśni mi to ot tak. Dlatego zostawiłam ją samą w pokoju i udałam się na górę, gdzie Ed grał w jakąś dziwną grę na swojej konsoli. Usiadłam na łóżku i przez chwilę wpatrywałam się w ekran telewizora, a widząc, jak rudy chłopak na mnie patrzy, uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie wiesz dlaczego Fizzy nie chce iść do programu "Śladami One Direction"? Bo napisał do niej Louis Tomlinson i spytał, czy by nie chciała wziąć udziału, ale ona stwierdziła, że nie - wyjaśniłam, a ten odłożył kontroler i zaczął się zastanawiać. - Uważa, że sobie z niej żartują.
- Nie mam pojęcia, naprawdę. Chciałbym ci pomóc, Jenny, ale nie wiem dlaczego nie chce tam iść. Przecież obie uwielbiacie ten zespół, no nie? - zapytał, a raczej stwierdził, gdyż była to rzecz oczywista. Ale od niego niczego nowego się nie dowiedziałam. Nie było dosłownie żadnego powodu, dla którego Felicity mogłaby nie chcieć wystąpić w programie.
Zrezygnowana zeszłam na dół, a widząc Fizzy w kuchni uśmiechnęłam się pod nosem. Widok tak częsty, że to byłaby pierwsza rzecz, której by mi brakowało, gdybyśmy kiedyś musiały rozstać się na dłuższy czas. Brunetka była niesamowitym łakomczuchem, dlatego przyrównywałam ją do Nialla Horana. A też dlatego, że również była po części Irlandką. Jej mama ponoć była Brytyjką, a ojciec Irlandczykiem. Bardziej wdała się w matkę. Miała jedno zdjęcie swojej rodziny. Jedno jedyne, sprzed wielu lat. Znajdowała się na nim ona, jej rodzice i jakiś mały chłopiec, którego Felicity nie potrafiła rozpoznać.
Gdy śpiewała, często brzmiała jak Horan, to była kolejna podobna cecha. Ale mimo wszystko, o wiele bardziej każdemu przypominała Harry'ego Stylesa. Brązowe kręcone włosy, duże zielone oczy, dołeczki w policzkach. Wolny brytyjski akcent, który w niej uwielbiałam. A jak śpiewała... pozazdrościć. Uważałam, że nie może się tak marnować. Dla Ed'a pisała teksty, bo to lubiła robić najbardziej. Napisała z nim już wiele piosenek, które podbiły listy przebojów. Ale dla zabawy mogła spróbować czegoś nowego, zwłaszcza, że miała mnie, Conora, oraz swojego chłopaka, Nathana Sykesa, który należał do sławnego boysbandu The Wanted. Obracałyśmy się w gronie osób sławnych, lecz nie dlatego się z nią przyjaźniłam. Była najlepszą osobą, jaką można sobie wymarzyć, dlatego Nathan był prawdziwym szczęściarzem. Ale czasami zachowywał się jak totalny palant, doprowadzając mnie do białej gorączki.
Spojrzałam na nią z wyrzutem, po czym bez słowa wzięłam w dłoń jabłko i usiadłam przy stoliku, uważnie ją obserwując.
- Oj no weź, Jennifer, nie bądź na mnie zła - poprosiła, siadając na przeciwko.
- A odpisałaś Tomlinsonowi? - spytałam, unosząc brwi ku górze. Pokręciła przecząco głową. - To mu chociaż napisz, że nie jesteś zainteresowana - rzuciłam, po czym wyszłam z pomieszczenia. Usłyszałam za sobą głośne westchnięcie i uśmiechnęłam się do siebie. Poszła za mną, po czym na moich oczach pisała do członka zespołu, że bardzo jej przykro, ale nie chce wziąć udziału w programie, bo nie uważa, aby była wystarczająco dobra. Co za bzdura! Tylko irytowała mnie tym swoim dziecinnym zachowaniem. Zamiast wyjaśnić mi, co tak naprawdę się stało, kłamie. Bez słowa wzięłam na kolana laptopa i weszłam na Twittera. To, co zobaczyłam, zdziwiło mnie jeszcze bardziej niż wiadomość od Louisa. Niall Horan dodał link z twitcama Sheeran'a, i napisał, że to jest idealne, oraz, że chciałby aby te dziewczyny pojawiły się w ich programie. A trendy? "Felicity Sheeran w programie 1D". Wybuchnęłam głośnym śmiechem. No, to teraz nasza śnieżynka będzie miała niemały problem z uporaniem się z fankami chłopców. Podniosła na mnie zdenerwowany wzrok, ale co ja mogłam? Siła wyższa.
Po chwili poczułam jak mój telefon wibruje. Wyjęłam go z kieszeni spodni i spojrzałam na wyświetlacz. Perrie. Co mogła chcieć? Miała przyjechać dopiero jutro, więc nie sądziłam, aby chodziło o to. Perrie to nasza przyjaciółka od dwóch lat. Poznałam ją wtedy, gdy Felicity napisała pierwszy tekst dla jej zespołu - Little Mix. A mianowicie "Cannonball". Śliczna piosenka, naprawdę. Mimo wszystko po chwili odebrałam.
~ Słuchaj, okazało się, że wcześniej skończyliśmy i jeszcze dzisiaj będę w mieście. Jak dolecimy to napiszę i wpadnę po was. Chciałabym już wam go przedstawić ~ ekscytowała się blondynka, a ja ledwie mogłam nadążyć za jej głosem.
- Dobrze, dobrze. W takim razie będziemy na ciebie czekać, napisz, jak już będziesz w Londynie, do zobaczenia - pożegnałam się i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. - Panna Edwards odwiedzi nas już dzisiaj, aby zabrać nas na spotkanie ze swoim cudownym towarzyszem - oznajmiłam Fizzy oficjalnym tonem, postanawiając ją totalnie ignorować. Spojrzała na mnie zaskoczona, jednak nie odpowiedziała.
O co właściwie byłam na nią zła? Nie wiem. Może o to, że uważałam się za jej najlepszą przyjaciółkę, a ona tak po prostu bez większych trudności wciskała mi kit. Czułam to. Zbyt wiele z nią przeszłam, aby móc twierdzić inaczej. Było mi z tym źle, nie wiedziałam jak mam się zachować. Czegoś mi nie mówiła. Coś starała się przede mną ukryć. Ale musiała mieć ku temu powód. W innym wypadku nie wahałaby się nawet przez moment. Pozostawało mi jedynie uszanować jej decyzję. Chociaż bolało, bo wyglądało to tak, jakby mi nie ufała.
Słysząc pukanie do drzwi odłożyłam laptop na stół i ruszyłam się, aby otworzyć. Widząc kto przyszedł, wywróciłam teatralnie oczami, po czym uśmiechnęłam się i przytuliłam chłopaka na powitanie.
- Felicity, Nathan przyszedł! - krzyknęłam najnormalniej w świecie. Nathan przez dwa miesiące był tutaj nieobecny, ponieważ wraz z zespołem dawali koncerty w Ameryce Północnej. Fizzy niesamowicie za nim tęskniła, ale takie były uroki spotykania się z gwiazdami. Nie musiałam długo czekać, aby usłyszeć za sobą pisk i szybkie kroki. Już dosłownie minutę później brunetka wpadła w ramiona wyższego od siebie o głowę mężczyzny. W sumie... każdy był od niej wyższy. Nawet ja.
Ciekawi was zapewne, jak poznałyśmy Nathana. Otóż, to nie jest taka skomplikowana historia. Fizzy i Nate spotykają się ze sobą prawie od roku. To ja wpadłam na niego w jednym ze Starbuck'sów, gdy byłyśmy na wakacjach w Los Angeles, w tamtym roku. Rozpoznałam go, poprosiłam o autograf i tak się zaczęło. Potem dołączyła do nas Felicity. A ja od razu wiedziałam, że dziewczyna wpadła mu w oko. Było niewyobrażalnie ciężko ich ze sobą połączyć, bo Sykes miał mnóstwo koncertów, jeździł po świecie. Jednak dla jej szczęścia zrobiłabym wszystko, i wzajemnie. Czasami gdy widziałam jak ją traktuje gdy jest pijany, lub gdy się kłócą, żałuję i obwiniam siebie. Felicity tłumaczyła mi milion razy, że nie powinnam, bo to przez ich głupotę. Lecz to ja ich ze sobą poznałam, prawda?
Odgoniłam od siebie te myśli, przyglądając im się.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak się za tobą stęskniłam - powiedziała Fizzy.
- Ja za tobą i tak bardziej - odpowiedział Nathan. Tak, tak, Sykes. Widziałam twoje zdjęcia w basenie z tymi panienkami, gdy byliście w Hiszpanii. Nie chciałam nic mówić przyjaciółce, ale ostatnio w sieci pojawiło się kilka fotografii na których jej chłopak przytulał do siebie osoby, które widziałam pierwszy raz w życiu. Modliłam się o to, aby ona tego nie zobaczyła. Już było tego wszystkiego dość.
- Nathan, a gdzie reszta? - spytałam mimochodem, wchodząc za nimi do salonu. Oczywiście oboje od razu usiedli na kanapie i zaczęli sobie nadrabiać te dwa miesiące. Nie mogłam na nich patrzeć. Może trochę zazdrościłam, ale to chyba normalne. Z nikim nie byłam już od bardzo dawna. Można powiedzieć, że jeszcze nigdy nie byłam w żadnym poważnym związku. Wszystkie poprzednie kończyły się po paru dniach totalnymi porażkami. Nie miałam do tego szczęścia. Tyle dobrze, że miałam przyjaciół.
- Em... zatrzymali się w domu Tom'a, a co? Stęskniłaś się za nimi? - spytał ironicznie. Nie przepadałam za resztą chłopaków z TW. Max był zarozumiały, Tom to taki laluś, Siva myśli tylko o sobie, a Jay mówi ciągle o swojej dziewczynie. Nie da się z nimi siedzieć.
- Tak, po prostu pałam chęcią zobaczenia ich, nie widać? - odpowiedziałam tym samym tonem, włączając telewizor. Po chwili na dół zszedł do nas Ed. Przywitał się z Nathanem i usiadł obok mnie. Czasami ten cudowny rudzielec mnie zaskakiwał. Potrafił być spokojny w dosłownie każdym momencie. Co by się nie działo, nie krzyczy. Jeszcze nigdy nie widziałam go rozzłoszczonego. Gdy razem z Fizzy zasypujemy go milionami pytań, cierpliwie na nie odpowiada, choćby były nie wiem jak głupie.
- Felicity, sprawdzałaś swojego Twittera? - rzucił jakby od niechcenia. Brunetka wywróciła teatralnie oczami i sięgnęła po telefon. Po jej minie wywnioskowałam, że nic dobrego nie ujrzała. Podała mi komórkę, a ja bez słowa odczytałam kolejną wiadomość od Louisa.
"To nie jest żaden żart. Naprawdę chcemy, abyś się pojawiła. Ale jeżeli nam nie wierzysz, mamy propozycję. Jesteś w Londynie, prawda? My również. Baker Street 18A, wpadnij dziś, lub jutro. Tam cię przesłuchamy i wszystko powiemy. Jeżeli potem dalej nie będziesz chciała, damy ci spokój."
Jaki on jest uroczy. Podniosłam głowę i spojrzałam na przyjaciółkę. Nathan nie wiedział o co chodzi, więc patrzył na nas zdezorientowany. Pokrótce wyjaśniłyśmy mu co i jak, a on stwierdził, że można się przy tym pośmiać, więc powinnyśmy spróbować. Następna osoba. Ale i to nie przekonywało cudownej Fizzy. Moje starania szły na marne, więc postanowiłam jak na razie zaprzestać. W końcu będzie miała dość wiadomości od członków One Direction.
Jakieś dwie godziny później do naszych drzwi zapukała sama Perrie Edwards. Nie uprzedziła nas o tym, tak jak powiedziała, że zrobi. Ale to było bardzo w jej stylu. Przeważnie zapominała o wszystkim. Znów ja otworzyłam. Nie jestem, do cholery, odźwiernym. Muszę im to jakoś uświadomić. Zlustrowałam blondynkę wzrokiem. Entuzjazm aż z niej buchał, przenosząc się na mnie. Widać, że dopiero wróciła, bo jeszcze nawet nie zdążyła się przebrać. Pokręciłam głową z dezaprobatą i wpuściłam ją do środka, uprzednio się witając.
- Felicity i Nathan są w salonie, Ed też. Wchodź - powiedziałam, po czym sama udałam się za nią. Fizzy oderwała się od bruneta i podeszła do przyjaciółki. Perrie oczywiście nie rozstawała się ze swoimi koturnami, przez co nasz chochlik musiał się nieźle nagimnastykować, aby móc dać jej całusa w policzek. Zaśmiałam się pod nosem, za co tamta wręcz zmiażdżyła mnie wzrokiem. Nie znosiła, gdy śmiano się z jej wzrostu. 160 cm to przecież nie tak mało, co nie? Ja sama miałam 168, Nathan 178, a Perrie 173 cm.
- Wybacz Nathan, ale muszę ci je porwać - odezwała się od razu Edwards, wskazując na mnie i na Fizzy. - Już uprzedziłam go, że przyjdziemy, więc szybko się ubierzcie, a ja tu poczekam - rzuciła, rozsiadając się wygodnie na fotelu. Spojrzałam w kierunku Felicity i wzruszyłam ramionami. Obie dobrze wiedziałyśmy, że z nią się nie dyskutuje. Wybiegłam na górę do swojego pokoju i szybko przebrałam się w normalne ubrania. To znaczy, jeansy, T-shirt. W końcu mamy lato, prawda? Nie będę się ubierała, jakby był mróz. A Fizzy tym bardziej. Założyła krótkie spodenki i bluzkę z motywem Bon Jovi. Nie potrzebowałyśmy dużo czasu na przygotowanie się, więc już po chwili byłyśmy na dole. - Samochód czeka - powiedziała Perrie i uśmiechnęła się szeroko, wychodząc. Felicity pożegnała się z Nathanem, i dopiero wtedy mogłyśmy jechać.
Po drodze próbowałam wyciągnąć od przyjaciółki informacje na temat tego chłopaka, ale nic nie chciała powiedzieć. Mówiła tylko, że to tajemnica i że chce nam zrobić niespodziankę. A moja ciekawska natura nie chciała dać sobie spokoju. Czasami było to naprawdę irytujące, i trudno było to powstrzymać. Jednak opanowałam to już do zadowalającego stopnia i resztę podróży zdołałam wysiedzieć w ciszy, oglądając widoki za oknem samochodu, mimo iż Londyn znałam jak własną kieszeń. Gdy auto po jakichś piętnastu minutach się zatrzymało, zmieniłam się w małą surykatkę, która za wszelką cenę chciała dostrzec wszystko. Uważnie przyjrzałam się parceli, którą Perrie pokazywała i zmarszczyłam nos. Baker Street 18A. Czy ja tego już gdzieś nie...?
- O Boże... - mruknęła Fizzy, która najwidoczniej domyśliła się tego samego.
W tym momencie znajdowałyśmy się przed domem, w którym znajdowali się członkowie najbardziej rozchwytywanego zespołu Wielkiej Brytanii - One Direction. Ja? Byłam wniebowzięta. Ale Felicity nie podzielała mojego humoru. Z resztą jak zawsze ostatnimi czasy.
Edwards przeszła po brukowanej uliczce prowadzącej do drzwi i przywołała nas gestem ręki. Zapukała delikatnie, a my stanęłyśmy za nią, oczekując, aż ktoś nam otworzy. W drzwiach pojawił się wysoki mężczyzna, o brązowych oczach. Liam Payne. Ideał niejednej, stał z nami twarzą w twarz. No.. prawie. Uśmiechnęłam się delikatnie. Nie należałam do jednej z tych napalonych fanek, które przy każdej możliwej okazji rzuciłyby się na nich, jakby chciały udusić. Fizzy tym bardziej.
- Perrie! - odezwał się chłopak. - O, widzę, że przyprowadziłaś koleżanki - dodał, widząc nas. - Witajcie, dziewczyny. Nazywam się Liam, bardzo miło mi was poznać. Wejdźcie do środka. Chcecie może coś do picia, albo jedzenia? - pytał. Bardzo gościnny człowiek. Widziałam, że Fizzy już chciała poprosić o jedzenie, jednak powstrzymałam ją.
- Ja nazywam się Jennifer, a to moja przyjaciółka Felicity. Nam również bardzo miło, Liam. I nie, dziękujemy - odpowiedziałam za nas obie, zdejmując z nóg buty. Rozejrzałam się po wnętrzu mieszkania. Ewidentnie widać było, że mieszka w nim piątka chłopców. Po ziemi walały się ubrania, resztki jedzenia leżały na komodzie, piłka do gry u stóp schodów, buty porozrzucane byle jak po kątach. Ale mimo tego panował tutaj jakiś taki dziwny porządek. Nie wiem dlaczego, lecz od razu gdy tu weszłam odczułam takie wrażenie.
Liam zaprowadził nas do salonu, gdzie na kanapie siedziała trójka kolejnych członków zespołu. Harry, Louis i Niall. Ostatnia dwójka przepychała się, trzymając w dłoniach kontrolery. Śmiali się wniebogłosy. Widząc nas ucichli, uśmiechając się szeroko.
- Ej, ej, Lou, to jest ona! - krzyknął w końcu Horan, podnosząc się z miejsca.
- Rzeczywiście! - zawtórował mu drugi. - Harry, pamiętasz jak mówiliśmy ci, że uratowaliśmy program? To właśnie dzięki niej - rzucił Tomlinson. Harry podniósł wzrok i zatrzymał go na Felicity. Jego twarz przedstawiała tylko i wyłącznie szok. No tak, przecież była do niego uderzająco podobna. - Nie, ja nie uwierzę, że wy nie jesteście rodziną, póki nie dostanę tego na papierze - oświadczył stanowczo Louis, na co tylko się zaśmiałam.
- Tommo, zachowuj się - upomniał go Payne. Od razu było widać, że to on tutaj rządzi. Chociaż to Lou był najstarszy.
- Nazywam się Jenny, a ją to już znacie - odezwałam się cicho, patrząc po ich twarzach. Chwilę później spojrzałam na Nialla. Mojego ulubionego piosenkarza. Był po prostu idealny. Jak i w telewizji, tak i na żywo. Potargane blond włosy, duże błękitne oczy, i ten uśmiech... Gdy on również na mnie spojrzał, zarumieniłam się lekko i uciekłam wzrokiem w bok. Szybko spojrzałam na bruneta w lokach, który nie wiem jakim cudem, ale bardzo szybko znalazł się przed Felicity i patrzył na nią z góry. Różnica wzrostu aż biła po oczach. Harry miał w końcu 178cm i był najwyższy z zespołu. Było to nie adekwatne do skali wiekowej, ale cóż. Nie jest to rzecz najważniejsza, więc nie zagłębiajmy się w szczegóły. Jego zachowanie było komiczne. Uniósł do góry jedną rękę, jakby coś sprawdzał. Fizzy szybko podjęła zabawę i również uniosła dłoń do góry, następnie drugą. Idealnie równo. Po chwili zaczęła się śmiać, jak i cała reszta.
- Harry, ona jest prawdziwa, a ty zachowujesz się jak kretyn - oznajmiła bezpośrednio Perrie.
Jak w ogóle było możliwe, że nie zauważyłyśmy jej znajomości z nimi? Fakt, długo się nie widziałyśmy, ale nie sądziłam, że aż tyle się pozmieniało. Cóż, jak widać, jestem trochę nie na czasie z tym wszystkim. Ale życia sławnej przyjaciółki nie da się ogarnąć, uwierzcie. Jednak ja już chyba wiedziałam, jakiego chłopaka chciała nam przedstawić Perrie.
- W ogóle to się nie przedstawiłem, chociaż pewnie nie muszę. Ale ty tak - odezwał się Niall, spoglądając na mnie. Rzeczywiście, powiedziałam swoje imię jedynie Liam'owi, a cała reszta już zna Fizzy.
- Przepraszam, zapomniałam o tym. Nazywam się Jennifer, miło mi was wszystkich poznać - oznajmiłam, uśmiechając się szeroko. Uścisnęliśmy sobie dłonie i mogliśmy przejść do dalszej konwersacji.
- Skoro już tu jesteś, to może dasz nam się wstępnie przesłuchać? - poprosił Louis, patrząc na Felicity, przed którą wciąż stał Harold. Nie mógł się napatrzeć na swojego damskiego sobowtóra. - Styles, przesuń mi się, bo zasłaniasz ją całą - zirytował się niebieskooki, odsuwając przyjaciela.
- Ale tylko, jeśli Jenny zaśpiewa ze mną - ostrzegła od razu, chwytając mocno moją dłoń. Spojrzałam na nią, stanowczo zaprzeczając ruchami mojej głowy. Miałam zaśpiewać przed prawie całym One Direction? Jasne.
- Och, no proszę. Przecież już słyszeliśmy jak śpiewacie, co to za problem? - skomentował Nialler. Dla niego to takie proste. Uśmiechnęłam się krzywo, po czym usiadłam na fotelu, a Felicity na jego oparciu.
- Co chcecie, abyśmy zaśpiewały? - zapytała spokojnie Sheeran, nie pytając nawet o moje zdanie. Cała ona. Była bardzo odważna i rzadko kiedy obchodziło ją to, co sobie pomyślą inni. Żałowałam, że ja tak nie umiem. Każdą krytykę brałam do siebie, starałam się być lepszą i sprostać oczekiwaniom innym, co nie zawsze wychodziło na dobre. Lecz skoro oglądali jak śpiewamy z Ed'em, to może rzeczywiście nie było problemu, a to jak zwykle ja się go doszukiwałam.
- Może coś twojego kuzyna? - zaproponował Liam, który wciąż nie miał pojęcia o co chodzi. Z tego co zdążyłam zauważyć, to tylko Louis i Niall byli wtajemniczeni w plan wciągnięcia Fizzy w program. Spojrzałam do góry na przyjaciółkę i uśmiechnęłam się. Obie wiedziałyśmy, co chcemy zaśpiewać. Felicity zaczęła mi wybijać rytm, klaszcząc, a ja zaczęłam śpiewać, patrząc na swoje dłonie. W innym wypadku speszyłabym się i nie dała sobie rady. Felicity położyła dłoń na moim ramieniu i lekko ją zacisnęła, chcąc dodać mi otuchy. Na mojej twarzy od razu wykwitł mimowolny uśmiech.
- "I'm gonna pick up the pieces, and build a lego house. If things go wrong, we can knock it down... My three words have two meanings, there's one thing on my mind..." - nuciłam. "Lego House" Ed'a Sheerana. Jedna z moich ulubionych piosenek. A była pisana przez moich przyjaciół, Ed'a i Fizzy. - "It's all for you" - dokończyłam, po czym uniosłam głowę na wpatrzonych w nas chłopców i uśmiechniętą od ucha do ucha Perrie. Jej ręce złożone były jak do modlitwy, podstawione pod samą brodę. Była.. dumna.
- "And it's dark in a cold december, but I've got ya to keep me warm" - zaczęła szybko Fizzy, dalej uderzając dłońmi o swoje uda. Harry dosłownie otworzył usta ze zdziwienia. - "And if you're broken I will mend ya and keep you sheltered from the storm that's raging on now" - uśmiechnęła się pod nosem.
"I'm out of touch, I'm out of love,
I'll pick you up when you're getting down.
And out of all these things I've done
I think I love you better now.
I'm out of sight, I'm out of mind.
I'll do it all for you in time.
And out of all these things I've done
I think I love you better now, now..."
Razem zaśpiewałyśmy refren, po czym zakończyłyśmy, słysząc brawa.
- Obie jesteście genialne, naprawdę. Uważam, że powinnyście koniecznie pojawić się w "Śladami One Direction" - odezwał się od razu Tomlinson, z tym swoim słodkim uśmiechem. Ale nie o nim teraz myślałam. Ja? W programie telewizyjnym, oglądanym przez miliony osób w całej Wielkiej Brytanii?
Wiem, że powiedziałam Felicity iż w razie czego pojawię się z nią w programie, ale nie sądziłam, że stanie się to naprawdę. Myślałam, że albo pójdzie sama, albo weźmie sobie Conora, który ma świetny głos. Ja po prostu się bałam. Wstydziłam się śpiewać z Sheeranem przed liczbą stu tysięcy osób, a co dopiero coś takiego.
- Ja też tak sądzę. A poza tym, lubię cię - dodał od siebie Styles, patrząc prosto na Fizzy. Teraz zrozumiałam wcześniejsze słowa Louisa. Ich oczy. Ten niezwykły odcień zieleni. To było wręcz trudne do uwierzenia, że był identyczny u obu osób.
- Więc jak będzie? - spytał z nadzieją w głosie Irlandczyk, który z kolei dziwne przyglądał się mi. Jego wzrok sprawiał, że czułam dziwne ciepło w środku. Z tego co wiedziałam, jako fanka zespołu, wszyscy mieli takie odczucia. Że gdy tylko się go widziało, miało się ochotę go przytulić, bo sprawiał wrażenie małego, zagubionego chłopca, który uwielbia jeść.
- Musimy to przemyśleć - zabrałam głos, aby Felicity znów nie zadecydowała za mnie.
Wtedy usłyszeliśmy trzask drzwi frontowych. A już sekundę później w salonie pojawił się wysoki Mulat, o dużych czekoladowych oczach, w których widniały maleńkie iskierki. Mimowolnie się uśmiechnęłam, przechylając głowę w bok. Chyba nas nie zauważył. Może dlatego, że Perrie od razu rzuciła mu się na szyję.
- Dziewczyny, to jest właśnie mój chłopak, Zayn Malik - odezwała się, a ja poczułam, jak mięśnie mojej najlepszej przyjaciółki, siedzącej obok, napinają się. Czarnowłosy również utkwił w niej swoje zaszokowane wręcz spojrzenie. Albo mi się zdawało, albo zobaczyłam w nich strach i jakby... tęsknotę? Tęsknotę za czym? Za Felicity? Przecież to absurd, nie znali się. Zaciekawiona spojrzałam na zielonooką i mina mi zrzedła. Wyglądała tak, jakby miała ochotę się rozpłakać i zacząć rzucać krzesłami jednocześnie. W takim stanie widywałam ją rzadko, ale coś musiało być nie tak.
- Znacie się? - spytałam, nie mogąc się powstrzymać. Oboje jakby zostali obudzeni z transu.
- Tak - odparł Malik.
- Nie - odpowiedziała równo z nim Felicity. Mulat próbował ukryć zmieszanie i zdziwienie. W co oni grają? O co tu w ogóle chodzi?
- Znaczy... po prostu wiem, że jest kuzynką Ed'a, parę razy trafiłem na jej profil na Twitterze i tyle - wyjaśnił Zayn, uspokajając tym swoich przyjaciół. Ale nie mnie.
- Tak, tylko tyle - podkreśliła dobitnie Felicity. - Perrie, kochanie, jak się poznaliście? - spytała. Ironia. Tym przesiąknięty był jej głos.
Gdy Edwards opowiadała o jednym z koncertów, jak to pierwszy raz ujrzała Zayna, ja obserwowałam dziwnie zachowującą się dwójkę. Gdzieś z oddali, głucho, dochodziło do mnie to, że to właśnie ten Pakistańczyk był powodem dla którego moja przyjaciółka nie chciała wystąpić w programie.
- Przepraszam, możecie nam dać chwilkę? - przerwałam jej, po czym nie czekając na niczyją odpowiedź, pociągnęłam ją za rękę w stronę holu. - Co z wami? - spojrzałam na Fizzy.
- Ale w sensie, że z kim? - odpowiedziała pytaniem, co chwilę zerkając przez ramię.
- Z tobą i z Malikiem. Nie kłam, widzę, że coś jest na rzeczy. W sumie nie takie zwykłe coś. Kobieto, z ciebie złość aż kipi. Powiedz mi, co on ci zrobił, bo muszę wiedzieć za co mam go nienawidzić - poprosiłam, a wtedy jej oczy się zaszkliły. - Fizzy, co się stało?
- To było dawno, jeszcze zanim cię poznałam... - zaczęła, wycierając oczy wierzchem dłoni. - Znasz praktycznie całą moją historię, jednak pominęłam te dwa znaczące miesiące. Wakacje 2009 roku. Wtedy go poznałam. Mieszkałam jeszcze wtedy niedaleko Bradford. A on nie był sławny. Co tu dużo mówić, zakochałam się w nim. Mimo iż był starszy, a ja byłam bardzo młoda, wiedziałam, że to coś więcej. Myślałam, że jemu również na mnie zależy, ale bardzo się pomyliłam. Pod koniec wakacji wyjechał bez słowa i tyle go widziałam. Odkąd stał się sławny te wspomnienia powracają do mnie za każdym razem kiedy widzę go w telewizji. Dlatego nie chciałam tutaj przyjeżdżać. Nie chciałam go spotykać... - mówiła bardzo szybko, ale mimo tego, dokładnie zrozumiałam każde słowo. Boże, jaka ja byłam głupia.
- Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś? Przecież bym cię tutaj nie zaciągała - odparłam, przytulając ją do siebie.
- Bo się po prostu bałam tego co mi powiesz - stwierdziła, z trudem powstrzymując łzy. Zrobiło mi się jej cholernie szkoda. I automatycznie pojawiły się we mnie negatywne uczucia względem Mulata.
- Chłopcy, my się już będziemy zbierać. Odezwiemy się do was jeszcze. Perrie, wybacz, Fizzy po prostu chce pobyć z Nathanem, rozumiesz - uśmiechnęłam się do nich.
- Pewnie, nasze gołąbeczki muszą być razem. Widzimy się później - rzuciła blondynka, siedząc na kolanach Malika. Szybko opuściłyśmy mieszkanie, kierując się w drogę powrotną.
Nawet nie chciałam myśleć jak ona musi się czuć. Chłopak, który przed dwoma laty zostawił ją zupełnie samą, umawiał się teraz z jej najlepszą przyjaciółką, a ona nic nie mogła na to poradzić. Jeszcze ciągle tak dobrze to znosiła. Mogłam powiedzieć, że cieszyła się jej szczęściem. Dlatego zawsze była moim wzorem. A teraz mój wzór potrzebował mojej pomocy. A ja byłam w stanie zrobić wszystko, aby jej tą pomoc dać...
~ * ~
Kiedy zobaczyłem ją siedzącą na fotelu w naszym salonie, to wszystko do mnie wróciło. Wspomnienia ze wspólnie spędzonych chwil... Najlepsze wakacje mojego życia. To bolało. Cholernie bolało. A do tego okazało się, że Perrie jest jej najlepszą przyjaciółką. Gorzej być nie mogło, uwierzcie mi. To, co działo się wewnątrz mnie, gdy widziałem jak patrzy na mnie i Perrie, podczas gdy blondynka opowiadała o naszym poznaniu, sprawiało, że czułem się jak ostatni dupek. Według niej prawdopodobnie nim byłem. A według mnie już na pewno. Tylko ja znam powód, dla którego wtedy wyjechałem z Bradford i nie odezwałem się do niej nigdy więcej. Myślałem, że już nigdy jej nie spotkam, bo takim sposobem nie mógłbym jej bardziej zranić. Czy to jakieś chore przeznaczenie? Mam nadzieję, że nie. Że to tylko przypadek. Bóg wystawia mnie na próbę cierpliwości, której na sto procent nie zdam. Przecież nazywam się Malik. Słowo cierpliwość nie występuje w moim słowniku. Co ona tutaj w ogóle robiła?
- Słyszeliśmy jak śpiewa i postanowiliśmy z Niallerem, że zaprosimy ją do naszego programu, żeby jakoś podnieść średnią - wyjaśnił mi Tomlinson.
Moje serce zatrzymało swój i tak już zwolniony rytm. Jeżeli Felicity się zgodzi, będę zmuszony spędzać z nią jak najwięcej swojego czasu. Co ona czuła względem mnie? Nienawiść? A może coś jeszcze gorszego? Bałem się o tym myśleć. Wbrew pozorom i wszystkim stereotypom, w które obsadzają mnie fotoreporterzy, ja też odczuwam strach, ból, współczucie. Jestem tylko człowiekiem, jak każdy inny.
A przecież ja zrobiłem to wszystko dla niej. Tylko i wyłącznie. Wszystko się zmieniło, gdy poznałem Perrie. Nie jestem pewien, czy to miłość. Ona wzbudza we mnie jakąś dziwną radość, której nie potrafię opisać. Radość, której od dawna mi brakowało. Lecz gdybym wiedział, jakie wynikną z tego komplikacje, najpewniej bym uciekł. Zacząłbym nowe życie z daleka od ludzi których kocham, a jednocześnie ranię. To nie takie proste jak może się wydawać. Czy stawianie czoła swoim lękom zawsze wychodzi nam na dobre?
Czy zostałaby ze mną, gdybym poprosił?
Czy wybaczyłaby, gdyby wiedziała, dlaczego ją zostawiłem?
Byłaby w stanie powiedzieć, że będzie dobrze, gdy zdaję sobie sprawę z tego, że upadam?
Jak zwykle - zbyt dużo pytań, tak mało odpowiedzi.
_________________________________________________________________________________
Cześć! Tym razem Michał z tej strony, żeby nie było, że to Karolinka wszystko robi.
Nie chcieliśmy ciągle utrzymywać się w tych ryzach nostalgii i smutku, którego później będzie zdecydowanie więcej, dlatego ten rozdział jest taki... zwyczajny, na rozluźnienie. Wiem, że pisaliśmy go długo, ale mieszkamy daleko od siebie i nie mogliśmy się jakoś co do niego zgrać. Za to jest dłuższy. Mamy nadzieję, że wam się on spodoba i będziecie komentowali, oraz doradzali nam, jeżeli coś wam nie pasuje. Aby uniknąć zbędnych pytań: więcej jest tutaj perspektywy dziewczyny, ale to nie oznacza, że Karolina pisała rozdział sama, a ja odwaliłem tylko końcówkę Malika. Ten rozdział akurat w pełni był pisany wspólnie. Ja pomagałem jej w perspektywie dziewczyny, ona mi w chłopaka. Znaczek '~*~' oznacza przejście do narracji przez inną osobę, łatwo się domyślicie o kogo chodzi.
Pozostaje mi życzyć wam miłego czytania! ^^
+ Karolina prosiła mnie, abym polecił wam bloga, którego mamy w zakładce "Czytam".
irish-place-for-everyone.blogspot.com
Bardzo interesujące opowiadanie, więc również zachęcam. c:




