środa, 19 grudnia 2012

Something new.

Cześć! 
Z tej strony autorzy bloga. Mamy dla was informację. Oboje zdecydowaliśmy, że możemy tę historię po prostu opisać lepiej, wpleść w to więcej opisów uczuć, i w ogóle. Dlatego przenosimy bloga. Znajdziecie go teraz pod tym adresem:
http://xtaintedllove.blogspot.com/
Jeśli ktoś jest zainteresowany, po prostu będzie czytał to tam. 
Przepraszamy za problemy i z góry dziękujemy za nowych czytelników. c: 

sobota, 8 grudnia 2012

Chapter 3. "Śladami One Direction."

"Strata boli. Jednak jeszcze większy ból przynosi konieczność zmagania się z problemami, które dręczyły nas w przeszłości..."

     Kiedy tylko zobaczyłam go w domu zespołu oniemiałam. To wszystko co wydarzyło się tak dawno, wróciło do mnie ze zdwojoną siłą, sprawiając, iż wszystkie uczucia naraz zostały wymieszane. Nie wiedziałam jak mam się zachować. To było nowy chłopak Perrie. Osoba, którą kiedyś nazywałam "moją". Nie mogłam nawet przyznać się do tego, że coś mnie z nim łączyło, pomimo tego iż wszystko wygasło. Odczuwałam niesamowitą więź z Perrie, więc każdy taki ruch nie wchodził w grę. Miałam postawić na jednej szali przyjaźń i uczucia sprzed trzech lat? Chyba rzeczą oczywistą jest to, co postanowiłam wybrać. Nie mogłam jej zranić, a on już dawno przestał się liczyć. 
     Zayn Malik, jeden z pięciu wokalistów najpopularniejszego boysbandu na całym świecie, One Direction. Wyobrażacie sobie, jak cholernie trudno było mi o nim nie myśleć, gdy codziennie widziałam jego twarz w telewizji, a w każdej kolejnej gazecie czytałam najnowsze plotki o nim i o całej reszcie? Nie życzę tego nikomu. Właściwie tylko Ed, mój kuzyn, wiedział, co się między nami dokładnie wydarzyło. 
     Mianowicie, poznałam go mając 14 lat, trzy lata temu, trochę po tym, jak zostałam adoptowana przez rodzinę Sheeran'ów. Mieszkaliśmy wtedy jeszcze w okolicach Bradford, rodzinnego miasteczka Pakistańczyka. Był to początek wakacji, piękna pogoda, co oczywiście równa się z niezliczoną ilością imprez. Ja, mimo iż byłam młoda, to na swój wiek bardzo dojrzała. Przeszłam wiele i umiałam o siebie zadbać. Zawsze starałam się myśleć racjonalnie, lecz wtedy po raz pierwszy zdarzyło mi się przestać uważać na jakiekolwiek zasady, które powinny obowiązywać. Przyjaciółka urządzała domówkę, na którą oczywiście zostałam zaproszona. To tam go poznałam. Totalnie zakręcił mi w głowie. Po każdym spotkaniu chciałam tylko więcej i więcej. A wiadomo, co spotyka takich ludzi. 
     Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Spotykaliśmy się niemal codziennie, bo nie mieliśmy jako takich przeszkód. Zayn nie znał mojej przeszłości. Nie wiedział, że nie jestem rodzoną kuzynką Edwarda. Nigdy też za bardzo o to nie pytał. To również w nim ceniłam. Jeżeli widział, że nie chcę o czymś rozmawiać, po prostu dawał mi spokój. Ja tak samo nie pytałam go o nic na siłę. Mieliśmy takie swoje niepisane zasady. 
     Kochałam go. Śmiało mogłam to powiedzieć każdemu, kto by mnie wtedy o to spytał. Powiedziałam to Ed'owi. Nie do końca był przekonany, czy jest to dla mnie dobre. Och, gdybym tak go posłuchała... Dzisiaj nie miałabym takiego problemu. Ale myślałam, że ja też coś dla niego znaczę. Ba, byłam tego pewna. To, jak się do mnie odnosił. W jaki sposób zachowywał się, będąc przy mnie. Był cudowny. 
     Pod koniec wakacji usłyszałam tylko słowa jego cioci "Zayn wyjechał, nie powiedział ci o tym?". To było dla mnie jak jakiś wyrok. Cios poniżej pasa. I tyle go widziałam. Rodzina nie chciała mi powiedzieć gdzie się znajduje, ponieważ podobno Malik sobie tego nie życzył. Pisałam do niego, lecz zmienił numer. Na portalach społecznościowych również mnie ignorował, więc po jakimś czasie dałam sobie spokój. Lecz nigdy nie mogłam zrozumieć co zrobiłam nie tak? Czy to moja wina? Czy może to w ogóle nie ma ze mną związku? Ludzie mają w życiu różne problemy. Ale przecież bym mu jakoś pomogła. Gdyby tylko mi powiedział. Jednak najwidoczniej nie widział takiej potrzeby. 
     A ja tęskniłam. Z każdym dniem coraz bardziej. Może to były tylko te dwa miesiące, jednak w moim życiu niewątpliwie najlepsze. W momencie gdy usłyszałam o tym, że poszedł do X-Factor, a teraz jest sławny, chciało mi się płakać. Byłam z niego dumna, ale też cholernie na niego wściekła. Obiecywał, że kiedy stanie się sławny, będę miała jak w banku wstępy na wszystkie koncerty i imprezy zamknięte. Co z tego, że żartował? Chociaż jedna głupia wiadomość, tłumacząca jakoś jego zachowanie. Czy prosiłam o dużo? Głupia Fizzy, nie zasłużyłaś na coś, co ludzie nazywają szczęściem. Pogodziłam się z tym. Teraz mam Nathana, który jest przy mnie. Mam też Jenny, Perrie, Ed'a. Czego chcieć więcej, prawda...? 

     Od naszej ostatniej wizyty w domu 1D minęły dwa dni. Nie rozmawiałam z Jenny na ten temat, ponieważ odkąd dowiedziała się co łączyło mnie z Malikiem, przestała tak na to wszystko nalegać. Sądzę, że powiedziała również mojemu kuzynowi, bo ostatnio był bardzo ostrożny, jeżeli chodziło o temat zespołu. Cieszyłam się z tego, lecz nie sądziłam, że moja najlepsza przyjaciółka wywinie mi taki numer. 
- Fizzy, zejdź na dół, mamy gości! - usłyszałam jej krzyk z dołu. Odrzuciłam na bok właśnie czytaną książkę i zastanowiłam się nad tym, kto też mógł do nas przyjść akurat dzisiaj. Nathan był zajęty, bo pojechał do rodziny, mieszkającej niedaleko. Wzruszyłam lekko ramionami i schodami zbiegłam w dół. Dosłownie, o mało co nie spadłam z ostatnich trzech schodków widząc, kto stoi w drzwiach. Ależ mieliby piękny pokaz, gdyby moje zęby rozsypały się po drewnianej posadzce. 
- Cześć, Perrie - odezwałam się do blondynki z wymuszonym uśmiechem, po czym należycie się przywitałam. Miałam zamiar zignorować towarzyszącego jej Mulata, lecz Jennifer posłała mi karcące spojrzenie, więc niechętnie przeniosłam swoje zielone tęczówki na Zayna, stojącego obok Edwards, z tym swoim głupkowatym uśmieszkiem na ustach. - Witaj, Zayn - dorzuciłam. - Co was do nas sprowadza? - spytałam, starając się, aby mój ton brzmiał całkiem naturalnie. W tamtej chwili miałam ochotę zabić brunetkę, która znajdowała się najbliżej mnie. Jak mogła zrobić mi coś takiego wiedząc, co ten idiota mi zrobił? 
     Mimo wszystko przez cały czas to ja podtrzymywałam rozmowę. Wypytywałam ich o wszystko, udając żywe zainteresowanie. Nie mogłam zachowywać się jak jakaś egoistka. Perrie była przy nim szczęśliwa i to dało się łatwo zauważyć. Szeroki uśmiech nawet na chwilę nie znikał z jej opalonej buzi. 
     Thomas co jakiś czas wbiegał do pokoju ze swoimi okrzykami wojennymi, wymyślając sobie coraz to nowe zabawy. Nie powiem, że uspokajanie go w jakiś sposób mi przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, pomagało. Bo mogłam na chwilę oderwać wzrok od tej zakochanej pary. 
- Perrie, chodź, proszę, pomóż mi w kuchni. Zrobimy coś do jedzenia, dobrze? - spytała Jenny, po czym nie zważając na moje dość znaczące gesty protestu, udała się z blondynką do innego pomieszczenia. Natomiast ja zostałam sama z całą moją bolesną przeszłością zamkniętą w tej oto osobie. 
- Więc... co u ciebie nowego, Fizzy? - usłyszałam po chwili wyraźny akcent Malika. 
- Nie udawaj, że to cię obchodzi - odparłam tonem wypranym z emocji. Starałam się mówić cicho, bo Perrie nie mogła wiedzieć, że się znamy. Zapewne poczułaby się źle, nie dałaby mi z tym spokoju, pytając, czy naprawdę nie mam nic przeciwko temu, że spotyka się z Zayn'em i w ogóle. 
- Nie udaję. Naprawdę mnie to interesuje - drążył dalej, przyglądając mi się. - Poza tym, bardzo ciekawi mnie to, dlaczego Perrie nie może wiedzieć o naszej znajomości - dodał, unosząc czarne brwi ku górze. Byłam już mocno poirytowana i naprawdę trzymałam się ostatkiem sił. 
     Zapewne teraz wszyscy myślicie, iż dramatyzuję. Że wyolbrzymiam to wszystko, robiąc z siebie ofiarę losu. Ależ nie! Próbuję tylko przedstawić wam swoją sytuację. Znajdowałam się właśnie we własnym domu z ostatnią osobą, którą chciałam widzieć na oczy. Myślałam, że skoro sam zniknął z mojego życia, to już do niego nie wróci. Co za paradoks... 
- I tak tego nie zrozumiesz - mruknęłam, unikając jego wzroku. 
- Nawet nie spróbowałaś mi tego wyjaśnić - odpowiedział dość pretensjonalnym tonem. Spojrzałam na niego i pochyliłam się nieco do przodu, aby mógł mnie lepiej słyszeć. 
- Nie chcę nawet myśleć o tym, co było między nami, a co dopiero o tym mówić. Dla mnie wszystko jest już skończone. Traktuję to jak zwykłą wakacyjną przygodę. Więc po co miałabym mówić o tym mojej najlepszej przyjaciółce, z którą aktualnie się spotykasz? Nie chcę, aby się martwiła. Albo myślała, że zrobisz jej to samo, co zrobiłeś mi. Nawiasem mówiąc, jeżeli spróbujesz, to osobiście ci obiecuję, że cię znajdę i własnoręcznie zabiję - dodałam, po czym uśmiechnęłam się szeroko, widząc jego wręcz zaszokowaną minę. 
- Zachowujesz się co najmniej dziecinnie. Dlaczego miałbym ją krzywdzić? - westchnął Zayn. Czyż on nie był bezczelny? 
- A ty zachowujesz się jak... - nie zdążyłam dokończyć, gdyż usłyszałam huk w kuchni. Poderwałam się z miejsca, a Malik zaraz za mną. Gdy dotarłam do kuchni ujrzałam śmiejącą się Jenny, i wykonującą tę samą czynność Perrie. Tyle, że ta druga leżała na ziemi. 
- Przewróciłaś się? - spytał Malik, podchodząc do niej. 
- Nie, po prostu podłoga wydawała jej się smutna i chciała ją przytulić - powiedziałam cicho, wywracając teatralnie oczami. Lecz to tylko wzmocniło napad śmiechu obu przyjaciółek, natomiast Mulat spojrzał na mnie wzrokiem, który nazywa się "morderczym". 
- Perrie, wybacz, ale coś mi wypadło i muszę iść. Odezwę się później, do zobaczenia - rzucił Zayn, pocałował Edwards w policzek i wręcz wybiegł z domu. Uśmiechnęłam się pod nosem, lecz widząc minę Jennifer spuściłam głowę i wróciłam do salonu. 
- Co tu się stało? - spytała brunetka, od razu mnie doganiając. 
- Tylko pogorszyłaś naszą sytuację - wyjaśniłam krótko, uśmiechając się lekko. - Ale przynajmniej mamy jasność...
- W stosunku do czego? - zdziwiła się, patrząc na mnie podejrzliwie. 
- Szykuj się na casting do programu "Śladami One Direction" - zaśmiałam się melodyjnie, a ona pisnęła i przytuliła mnie mocno. 
     Po co to robiłam? Dla samej przyjemności ze śpiewania? Chciałabym, ale nie. Widziałam, że Malikowi moja obecność działa na nerwy równie mocno, co mi jego. Dlatego postanowiłam nie wycofywać się z tej "gry" jako pierwsza. Nie dam się tak łatwo, niech się nawet nie łudzi. W tej oto chwili wypowiedziałam wewnętrzną wojnę panu Zayn'owi Malikowi. Potrzebowałam jeszcze tylko jednej osoby... 
- Conor? - odezwałam się do komórki, a gdy po drugiej stronie usłyszałam znajomy męski głos, uśmiechnęłam się do siebie. - Cześć, kochany. Bardzo jesteś jutro zajęty? Bo wiesz, postanowiłyśmy z Jenny iść do tego nowego programu muzycznego, który prowadzą One Direction. I chciałam spytać, czy przeszedłbyś się z nami - powiedziałam od razu, bez zbędnych wstępów. 
     Conor Maynard, mój najlepszy przyjaciel przeciwnej płci. Zawsze był przy mnie gdy go potrzebowałam. On również uwielbiał śpiewać, i moim zdaniem robił to fenomenalnie. Do tej pory dodawał swoje filmiki na YouTube, w nadziei, że ktoś doceni jego talent. Ale po co czekać, jeśli można samemu do tego dążyć skuteczniejszymi metodami? Właśnie tym argumentem go przekonałam. 
Czyli mamy skład w komplecie. 

~*~

- Horan, rusz się! Za pięć minut wchodzimy na wizję! - krzyknął do mnie Liam, a ja jak strzała wyleciałem z łazienki, w międzyczasie dopinając rozporek. Człowiek nawet spokojnie nie może załatwić swoich potrzeb fizjologicznych, a to już skandal. 
     Załadowaliśmy się do czarnego samochodu, który miał zawieźć nas do studia. Wiedziałem, że się spóźnimy, bo nie było możliwości, abyśmy w pięć minut zdążyli tam dojechać. Co najmniej dziesięć. A znów wszystko przeze mnie. Byłem chyba najbardziej spóźnialską osobą jaką świat widział. Co poradzisz? 
     Mimo wszystko udało nam się dotrzeć w miarę na czas. Wybiegliśmy na scenę i jak zwykle z hukiem rozpoczęliśmy nasze własne show. Sala była wypełniona po brzegi, a za kulisami widziałem już mnóstwo nowych osób, które czekały na swoją kolej. Czułem, że to ten dzień. Dzień, w którym wszystko się zmieni. Miałem nadzieję, że moje przeczucia i tym razem się sprawdzą. 
- Myślicie, że przyjdą? - zapytał w pewnym momencie Harry, przenosząc wzrok ze mnie na Louisa, który siedział obok i zapisywał swoją opinię na temat kolejnego występu. 
- Przecież masz przed sobą listę uczestników. Poszukaj - podsunął Liam, a wszyscy od razu zaczęliśmy wertować kartki w poszukiwaniu tych dwóch nazwisk. 
- Są! Sheeran i Smith... i jeszcze ktoś o nazwisku Maynard, ale to już nie ważne. Ważne, że są! - ekscytował się Tomlinson, podskakując niecierpliwie na krześle. 
- Ta, są z 165616 numerem, więc sobie poczekacie - mruknął jak zwykle niezadowolony Zayn. 
- Wiesz kto jeszcze miał taki numer? - spytałem znacząco, chcąc jakoś poprawić mu humor. Ale mi nie wyszło. To on miał taki numer, gdy przyszedł do X-Factor dwa lata temu. Wtedy był zupełnie innym człowiekiem. Ludzie się zmieniają i trzeba umieć to zaakceptować. Ja umiałem. Dlatego moje stosunki do niego nie zmieniały się, niezależnie od jego zachowania, które często wszystkich innych przyprawiało o ból głowy. (...)
     Musieliśmy sporo czekać na nasz upragniony występ, lecz w końcu na scenę wyszły trzy uśmiechnięte od ucha do ucha osoby. Felicity, Jennifer, oraz chłopak imieniem Conor. Wyprostowałem się na krześle i uśmiechnąłem się wesoło. 
- Witajcie. Na początek nam się przedstawcie, powiedzcie ile macie lat, skąd jesteście - zaczął swoją gadkę Liam. 
- Nazywam się Felicity, mam 17 lat, tak samo jak Jenny. Conor ma lat 18. Wszyscy jesteśmy stąd, z Londynu - odpowiedziała drobna brunetka, która między swoimi przyjaciółmi wyglądała na naprawdę malutką. 
- Dobrze, co nam zaśpiewacie? - zapytałem zaciekawiony, przyglądając się Jenny. Ona z kolei odwrotnie do swojej odważnej przyjaciółki, sprawiała wrażenie zagubionej i nieśmiałej. Może tylko mnie się tak wydawało, lecz nie mogłem oderwać wzroku od tej czarującej osóbki. 
- Zaśpiewamy dla was "Everything About You" - odezwał się chłopak. A ja uśmiechnąłem się do siebie. Do tej pory każdy wykonywał utwór "What Makes You Beautiful", bądź "One Thing", gdyż były to najbardziej znane piosenki. Cieszyłem się, że oni postawili właśnie na tą, ponieważ była jedną z moich ulubionych, a do tego tę piosenkę nagraliśmy jako pierwszą całkowicie samodzielnie. 
- Prosimy - powiedział Lou, a po chwili muzyka została puszczona. 
     Kwestię Liam'a zaczął śpiewać Conor. Jego głos zrobił na mnie duże wrażenie, gdyż był on naprawdę bardzo dobry. Jednak dopiero kwestia Harolda, zaśpiewana przez Felicity, wręcz mnie zachwyciła. Ona miała identyczny głos jak Harry. Ludzie na sali krzyczeli i bili brawo. A moi przyjaciele, siedzący po bokach, podśpiewywali pod nosem. 

It's everything about you, you, you!
Everything that you do, do, do! 
From the way that we touch, baby, 
To the way that you kiss on me! 

Moją kwestię też zaśpiewała Felicity. Dopiero wtedy usłyszałem u niej nieco Irlandzki akcent, który był słaby, ale jednak występował, mieszając się z Brytyjskim. Zdziwiło mnie to, bo takie połączenia były naprawdę bardzo rzadkie, ale spodobało mi się jeszcze bardziej. 

Yes, I like the way you smile with your eyes, 
Other guys see it but don't realise that it's m-my lovin. 
There's something about your laugh,
That makes me wanna have to, 
There's nothing funny, so we laugh at n-n-nothing!

Gdy Jennifer śpiewała u nas w domu, robiła to bardzo cicho. Teraz miała przy ustach mikrofon i mogłem w pełni podziwiać jej talent, którego bez wątpienia jej nie brakowało. Nie wstydziła się aż tak bardzo, a nawet się uśmiechała. Do kwestii Tomlinsona pasowała idealnie, gdyż jej głos brzmiał trochę jak głos małej dziewczynki. 
     Ale nie chodzi o same głosy. Większość uczestników stała jak kołek na środku sceny z mikrofonem, jakby przymusem wepchniętym w dłoń. Natomiast ta trójka zapełniała dosłownie każdy centymetr sceny, do tego podrywała publiczność do zabawy. Ludzie za nami klaskali, oraz śpiewali razem z nimi. To było coś niesamowitego. Pod koniec byli zmęczeni, ale widocznie zadowoleni. My wszyscy również. 
- Cóż ja wam mogę powiedzieć, to było fenomenalne - stwierdził Liam.
- No ja was już kocham, szczególnie mojego damskiego klona, więc nie ma nic do gadania, jesteście genialni - dodał od siebie Harry, ciesząc się. 
- Niewątpliwie najlepszy występ w programie - powiedział z powagą Louis, a widząc to szczęście malujące się na twarzy uczestników, i ja się uśmiechnąłem. Ale po minie Malika widziałem, że on nie chce się wypowiadać, więc od razu przeszliśmy do głosowania. 
Chyba tego, jaki był werdykt, nie muszę wam mówić. Jednogłośna zgoda, przejście dalej. 
     Była jeszcze szansa na uratowanie tego marnego programu. Oni byli tą szansą. A ja pokładałem w nich swoją nadzieję. Już bardzo ich polubiłem. Fizzy była temperamentna, Conor zdecydowany, a Jennifer na swój sposób urocza. Mogło być tylko lepiej. 

~*~

     Robiła to wszystko tylko po to, aby mi dopiec. Ta świadomość przedzierała się do mojego mózgu coraz wyraźniejszymi falami, aby w końcu zawładnąć nim całym i nie pozwolić myśleć o niczym innym. Przecież ona mnie nienawidzi. Bardzo jasno się określiła, kiedy rozmawialiśmy w salonie. A ja miałem tak mało czasu, aby jej wszystko wyjaśnić. 
     Do tego ukrywałem coś takiego przed moją obecną dziewczyną. Ona opowiedziała mi o swoich wszystkich związkach. A ja miałem teoretycznie tylko ten jeden. I nawet o nim nie mogłem wspominać, z nieznanego mi powodu. Zastanawiacie się pewnie, dlaczego słucham Felicity, skoro śmiało mógłbym powiedzieć Perrie jak było. Otóż, są pewne granice, których nie przekracza się bez względu na wszystko. A ja się tego trzymam. 
     Tylko zastanawiała mnie jedna rzecz. Mianowicie: czy ona nie widzi, że i sobie będzie robiła krzywdę? Znoszenie mojej obecności na pewno nie sprawiało, że lata po domu jak na skrzydłach, ciesząc się z najmniejszych rzeczy. 
     Czy rzeczywiście była to dla niej tylko wakacyjna przygoda? 
Malik, przestań. Znów zaczynasz. 
     Cholernie wrażenie, że mam rozdwojenie jaźni. Często przeprowadzam rozmowy sam ze sobą, a to oznaka, że jest coraz gorzej. I tak będzie, dopóki wszystkiego nie naprawię. 
     Wakacyjna przygoda. 
     Ale przecież tego już nie da się naprawić. Nie można żyć przeszłością, trzeba cieszyć się tym, co przynosi ci przyszłość, czy nawet teraźniejszość. Miałem Perrie, którą kochałem. A ona miała mnie i musiała wiedzieć, że może na mnie liczyć. Felicity to przeszłość. 
     W moim życiu rozpoczął się nowy etap. Stare kartki mojej historii, to tylko zapisany papier. Są jeszcze te puste, które wciąż czekają. Ten etap postanowiłem nazwać "Walka z samym sobą". To chyba dobry tytuł. Hmm, książka pisana przez obłąkanego człowieka, rozmawiającego z samym sobą? Nie sięgnąłbym po taką. A co wy o tym sądzicie? 
     Wakacyjna przygodna, wakacyjna przygoda. Cholerna wakacyjna przygoda. 

_________________________________________________________________

No hej, skarby! Wiem, że znów bardzo długo czekaliście na ten rozdział, za co z góry przepraszam. Nie jest on również jakiś fenomenalny, ale dobrze się bawiliśmy, pisząc go, a szczególnie prowadząc ze sobą te dialogi, więc... mamy nadzieję, że wam się spodoba. Znów pisaliśmy go całego razem. Nie wiem jak wam, ale mi przypadł do gustu. Jest jaki jest. Poza tym, dziękujemy za ponad 1000 odsłon bloga, oraz rosnącą liczbę obserwatorów i tak wiele komentarzy! *,* To daje nam motywację do dalszego pisania. Jeśli macie jakieś zastrzeżenia, dajcie nam znać, a się poprawimy. To jak na razie tyle. 
Miłego czytania, misiaki. <3 

piątek, 30 listopada 2012

Chapter 2. "Powiedz mi, co on Ci zrobił, bo muszę wiedzieć za co mam go nienawidzić."

     Myślisz, że kogoś znasz, a okazuje się, że... to guzik prawda. Usilnie starasz się być "na topie", jeżeli chodzi o życie twoich przyjaciół, czy innych bliskich osób. Czasami to nie wystarcza. Owszem, czujesz zawód, ale czy cokolwiek możesz z tym zrobić? Zdziwię cię, jeśli powiem, że tak, prawda? Ale nie jest to niemożliwe. Wystarczy po prostu być przy drugiej osobie, co by się nie działo. Ja przetrwałam tę próbę i na dzień dzisiejszy jestem z siebie dumna. Chociaż wtedy nawet o tym nie myślałam. 

- Co proszę?! - spytałam chyba po raz setny, z niedowierzaniem przyglądając się mojej najlepszej przyjaciółce. Westchnęła i cierpliwie podsunęła mi pod nos swój telefon komórkowy, na włączonej wiadomości. 
"Witaj, Felicity. Jak już pewnie zauważyłaś, nazywam się Louis Tomlinson. Piszę do Ciebie, gdyż widziałem jak śpiewasz razem z Ed'em. Twój głos jest wręcz fenomenalny, dlatego wraz z resztą zespołu, chciałbym spytać, czy nie miałabyś ochoty wziąć udział w naszym programie telewizyjnym o nazwie 'Śladami One Direction', bo byłoby nam niezmiernie miło. Ale koniec tego podlizywania się. W razie czego, wiesz gdzie pisać. ;)" 
Tak brzmiał komunikat. A ja wciąż nie mogłam uwierzyć w to, co czytałam. Sam Louis Tomlinson, chłopak z mojego ulubionego zespołu, napisał do Felicity! Ale ona wyglądała tak, jakby na niej nie wywarło to żadnego wrażenia. 
- To pójdziesz? - spojrzałam na nią, ledwie mogąc usiedzieć w miejscu. Wcześniej przecież prosiłam ją, abyśmy razem pojawiły się w tym programie. Nawet Perrie nam to sugerowała. Czyżby jakieś przeznaczenie? Bo zbieg okoliczności raczej nie bardzo. 
- Słuchaj, Jenny. Ja wiem, że tobie bardzo na tym zależy. Przecież ja również ich uwielbiam. Ale po pierwsze: do tego programu powinny iść naprawdę dobre osoby, bo oni mają już dość fanek, które przychodzą tylko po to, aby ich zobaczyć. Po drugie: to na pewno jakiś żart. No bo pomyśl sobie tak logicznie: czy Louis Tomlinson nie ma co robić, tylko pisać do mnie i pytać, czy wezmę udział w ich programie? Chcą, żebym się ośmieszyła - stwierdziła i uśmiechnęła się do mnie. Jednak nie jestem taka głupia i tak łatwo zbyć się nie dam. Coś tutaj było na rzeczy, i to ewidentnie. Przecież cudownie śpiewała, lęku przed sceną też nie miała. Więc dlaczego nie chciała po prostu pójść do tego programu i spróbować? Nie miałam pojęcia. Ale jako jej najlepsza przyjaciółka miałam zamiar się dowiedzieć. Wątpiłam jednak, że wyjaśni mi to ot tak. Dlatego zostawiłam ją samą w pokoju i udałam się na górę, gdzie Ed grał w jakąś dziwną grę na swojej konsoli. Usiadłam na łóżku i przez chwilę wpatrywałam się w ekran telewizora, a widząc, jak rudy chłopak na mnie patrzy, uśmiechnęłam się szeroko. 
- Nie wiesz dlaczego Fizzy nie chce iść do programu "Śladami One Direction"? Bo napisał do niej Louis Tomlinson i spytał, czy by nie chciała wziąć udziału, ale ona stwierdziła, że nie - wyjaśniłam, a ten odłożył kontroler i zaczął się zastanawiać. - Uważa, że sobie z niej żartują. 
- Nie mam pojęcia, naprawdę. Chciałbym ci pomóc, Jenny, ale nie wiem dlaczego nie chce tam iść. Przecież obie uwielbiacie ten zespół, no nie? - zapytał, a raczej stwierdził, gdyż była to rzecz oczywista. Ale od niego niczego nowego się nie dowiedziałam. Nie było dosłownie żadnego powodu, dla którego Felicity mogłaby nie chcieć wystąpić w programie. 
     Zrezygnowana zeszłam na dół, a widząc Fizzy w kuchni uśmiechnęłam się pod nosem. Widok tak częsty, że to byłaby pierwsza rzecz, której by mi brakowało, gdybyśmy kiedyś musiały rozstać się na dłuższy czas. Brunetka była niesamowitym łakomczuchem, dlatego przyrównywałam ją do Nialla Horana. A też dlatego, że również była po części Irlandką. Jej mama ponoć była Brytyjką, a ojciec Irlandczykiem. Bardziej wdała się w matkę. Miała jedno zdjęcie swojej rodziny. Jedno jedyne, sprzed wielu lat. Znajdowała się na nim ona, jej rodzice i jakiś mały chłopiec, którego Felicity nie potrafiła rozpoznać. 
     Gdy śpiewała, często brzmiała jak Horan, to była kolejna podobna cecha. Ale mimo wszystko, o wiele bardziej każdemu przypominała Harry'ego Stylesa. Brązowe kręcone włosy, duże zielone oczy, dołeczki w policzkach. Wolny brytyjski akcent, który w niej uwielbiałam. A jak śpiewała... pozazdrościć. Uważałam, że nie może się tak marnować. Dla Ed'a pisała teksty, bo to lubiła robić najbardziej. Napisała z nim już wiele piosenek, które podbiły listy przebojów. Ale dla zabawy mogła spróbować czegoś nowego, zwłaszcza, że miała mnie, Conora, oraz swojego chłopaka, Nathana Sykesa, który należał do sławnego boysbandu The Wanted. Obracałyśmy się w gronie osób sławnych, lecz nie dlatego się z nią przyjaźniłam. Była najlepszą osobą, jaką można sobie wymarzyć, dlatego Nathan był prawdziwym szczęściarzem. Ale czasami zachowywał się jak totalny palant, doprowadzając mnie do białej gorączki. 
     Spojrzałam na nią z wyrzutem, po czym bez słowa wzięłam w dłoń jabłko i usiadłam przy stoliku, uważnie ją obserwując. 
- Oj no weź, Jennifer, nie bądź na mnie zła - poprosiła, siadając na przeciwko. 
- A odpisałaś Tomlinsonowi? - spytałam, unosząc brwi ku górze. Pokręciła przecząco głową. - To mu chociaż napisz, że nie jesteś zainteresowana - rzuciłam, po czym wyszłam z pomieszczenia. Usłyszałam za sobą głośne westchnięcie i uśmiechnęłam się do siebie. Poszła za mną, po czym na moich oczach pisała do członka zespołu, że bardzo jej przykro, ale nie chce wziąć udziału w programie, bo nie uważa, aby była wystarczająco dobra. Co za bzdura! Tylko irytowała mnie tym swoim dziecinnym zachowaniem. Zamiast wyjaśnić mi, co tak naprawdę się stało, kłamie. Bez słowa wzięłam na kolana laptopa i weszłam na Twittera. To, co zobaczyłam, zdziwiło mnie jeszcze bardziej niż wiadomość od Louisa. Niall Horan dodał link z twitcama Sheeran'a, i napisał, że to jest idealne, oraz, że chciałby aby te dziewczyny pojawiły się w ich programie. A trendy? "Felicity Sheeran w programie 1D". Wybuchnęłam głośnym śmiechem. No, to teraz nasza śnieżynka będzie miała niemały problem z uporaniem się z fankami chłopców. Podniosła na mnie zdenerwowany wzrok, ale co ja mogłam? Siła wyższa. 
     Po chwili poczułam jak mój telefon wibruje. Wyjęłam go z kieszeni spodni i spojrzałam na wyświetlacz. Perrie. Co mogła chcieć? Miała przyjechać dopiero jutro, więc nie sądziłam, aby chodziło o to. Perrie to nasza przyjaciółka od dwóch lat. Poznałam ją wtedy, gdy Felicity napisała pierwszy tekst dla jej zespołu - Little Mix. A mianowicie "Cannonball". Śliczna piosenka, naprawdę. Mimo wszystko po chwili odebrałam. 
~ Słuchaj, okazało się, że wcześniej skończyliśmy i jeszcze dzisiaj będę w mieście. Jak dolecimy to napiszę i wpadnę po was. Chciałabym już wam go przedstawić ~ ekscytowała się blondynka, a ja ledwie mogłam nadążyć za jej głosem. 
- Dobrze, dobrze. W takim razie będziemy na ciebie czekać, napisz, jak już będziesz w Londynie, do zobaczenia - pożegnałam się i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. - Panna Edwards odwiedzi nas już dzisiaj, aby zabrać nas na spotkanie ze swoim cudownym towarzyszem - oznajmiłam Fizzy oficjalnym tonem, postanawiając ją totalnie ignorować. Spojrzała na mnie zaskoczona, jednak nie odpowiedziała. 
     O co właściwie byłam na nią zła? Nie wiem. Może o to, że uważałam się za jej najlepszą przyjaciółkę, a ona tak po prostu bez większych trudności wciskała mi kit. Czułam to. Zbyt wiele z nią przeszłam, aby móc twierdzić inaczej. Było mi z tym źle, nie wiedziałam jak mam się zachować. Czegoś mi nie mówiła. Coś starała się przede mną ukryć. Ale musiała mieć ku temu powód. W innym wypadku nie wahałaby się nawet przez moment. Pozostawało mi jedynie uszanować jej decyzję. Chociaż bolało, bo wyglądało  to tak, jakby mi nie ufała. 
Słysząc pukanie do drzwi odłożyłam laptop na stół i ruszyłam się, aby otworzyć. Widząc kto przyszedł, wywróciłam teatralnie oczami, po czym uśmiechnęłam się i przytuliłam chłopaka na powitanie. 

- Felicity, Nathan przyszedł! - krzyknęłam najnormalniej w świecie. Nathan przez dwa miesiące był tutaj nieobecny, ponieważ wraz z zespołem dawali koncerty w Ameryce Północnej. Fizzy niesamowicie za nim tęskniła, ale takie były uroki spotykania się z gwiazdami. Nie musiałam długo czekać, aby usłyszeć za sobą pisk i szybkie kroki. Już dosłownie minutę później brunetka wpadła w ramiona wyższego od siebie o głowę mężczyzny. W sumie... każdy był od niej wyższy. Nawet ja. 
     Ciekawi was zapewne, jak poznałyśmy Nathana. Otóż, to nie jest taka skomplikowana historia. Fizzy i Nate spotykają się ze sobą prawie od roku. To ja wpadłam na niego w jednym ze Starbuck'sów, gdy byłyśmy na wakacjach w Los Angeles, w tamtym roku. Rozpoznałam go, poprosiłam o autograf i tak się zaczęło. Potem dołączyła do nas Felicity. A ja od razu wiedziałam, że dziewczyna wpadła mu w oko. Było niewyobrażalnie ciężko ich ze sobą połączyć, bo Sykes miał mnóstwo koncertów, jeździł po świecie. Jednak dla jej szczęścia zrobiłabym wszystko, i wzajemnie. Czasami gdy widziałam jak ją traktuje gdy jest pijany, lub gdy się kłócą, żałuję i obwiniam siebie. Felicity tłumaczyła mi milion razy, że nie powinnam, bo to przez ich głupotę. Lecz to ja ich ze sobą poznałam, prawda? 
Odgoniłam od siebie te myśli, przyglądając im się. 
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak się za tobą stęskniłam - powiedziała Fizzy. 
- Ja za tobą i tak bardziej - odpowiedział Nathan. Tak, tak, Sykes. Widziałam twoje zdjęcia w basenie z tymi panienkami, gdy byliście w Hiszpanii. Nie chciałam nic mówić przyjaciółce, ale ostatnio w sieci pojawiło się kilka fotografii na których jej chłopak przytulał do siebie osoby, które widziałam pierwszy raz w życiu. Modliłam się o to, aby ona tego nie zobaczyła. Już było tego wszystkiego dość. 
- Nathan, a gdzie reszta? - spytałam mimochodem, wchodząc za nimi do salonu. Oczywiście oboje od razu usiedli na kanapie i zaczęli sobie nadrabiać te dwa miesiące. Nie mogłam na nich patrzeć. Może trochę zazdrościłam, ale to chyba normalne. Z nikim nie byłam już od bardzo dawna. Można powiedzieć, że jeszcze nigdy nie byłam w żadnym poważnym związku. Wszystkie poprzednie kończyły się po paru dniach totalnymi porażkami. Nie miałam do tego szczęścia. Tyle dobrze, że miałam przyjaciół. 
- Em... zatrzymali się w domu Tom'a, a co? Stęskniłaś się za nimi? - spytał ironicznie. Nie przepadałam za resztą chłopaków z TW. Max był zarozumiały, Tom to taki laluś, Siva myśli tylko o sobie, a Jay mówi ciągle o swojej dziewczynie. Nie da się z nimi siedzieć. 
- Tak, po prostu pałam chęcią zobaczenia ich, nie widać? - odpowiedziałam tym samym tonem, włączając telewizor. Po chwili na dół zszedł do nas Ed. Przywitał się z Nathanem i usiadł obok mnie. Czasami ten cudowny rudzielec mnie zaskakiwał. Potrafił być spokojny w dosłownie każdym momencie. Co by się nie działo, nie krzyczy. Jeszcze nigdy nie widziałam go rozzłoszczonego. Gdy razem z Fizzy zasypujemy go milionami pytań, cierpliwie na nie odpowiada, choćby były nie wiem jak głupie. 
- Felicity, sprawdzałaś swojego Twittera? - rzucił jakby od niechcenia. Brunetka wywróciła teatralnie oczami i sięgnęła po telefon. Po jej minie wywnioskowałam, że nic dobrego nie ujrzała. Podała mi komórkę, a ja bez słowa odczytałam kolejną wiadomość od Louisa. 
"To nie jest żaden żart. Naprawdę chcemy, abyś się pojawiła. Ale jeżeli nam nie wierzysz, mamy propozycję. Jesteś w Londynie, prawda? My również. Baker Street 18A, wpadnij dziś, lub jutro. Tam cię przesłuchamy i wszystko powiemy. Jeżeli potem dalej nie będziesz chciała, damy ci spokój." 
Jaki on jest uroczy. Podniosłam głowę i spojrzałam na przyjaciółkę. Nathan nie wiedział o co chodzi, więc patrzył na nas zdezorientowany. Pokrótce wyjaśniłyśmy mu co i jak, a on stwierdził, że można się przy tym pośmiać, więc powinnyśmy spróbować. Następna osoba. Ale i to nie przekonywało cudownej Fizzy. Moje starania szły na marne, więc postanowiłam jak na razie zaprzestać. W końcu będzie miała dość wiadomości od członków One Direction. 
     Jakieś dwie godziny później do naszych drzwi zapukała sama Perrie Edwards. Nie uprzedziła nas o tym, tak jak powiedziała, że zrobi. Ale to było bardzo w jej stylu. Przeważnie zapominała o wszystkim. Znów ja otworzyłam. Nie jestem, do cholery, odźwiernym. Muszę im to jakoś uświadomić. Zlustrowałam blondynkę wzrokiem. Entuzjazm aż z niej buchał, przenosząc się na mnie. Widać, że dopiero wróciła, bo jeszcze nawet nie zdążyła się przebrać. Pokręciłam głową z dezaprobatą i wpuściłam ją do środka, uprzednio się witając. 
- Felicity i Nathan są w salonie, Ed też. Wchodź - powiedziałam, po czym sama udałam się za nią. Fizzy oderwała się od bruneta i podeszła do przyjaciółki. Perrie oczywiście nie rozstawała się ze swoimi koturnami, przez co nasz chochlik musiał się nieźle nagimnastykować, aby móc dać jej całusa w policzek. Zaśmiałam się pod nosem, za co tamta wręcz zmiażdżyła mnie wzrokiem. Nie znosiła, gdy śmiano się z jej wzrostu. 160 cm to przecież nie tak mało, co nie? Ja sama miałam 168, Nathan 178, a Perrie 173 cm.  
- Wybacz Nathan, ale muszę ci je porwać - odezwała się od razu Edwards, wskazując na mnie i na Fizzy. - Już uprzedziłam go, że przyjdziemy, więc szybko się ubierzcie, a ja tu poczekam - rzuciła, rozsiadając się wygodnie na fotelu. Spojrzałam w kierunku Felicity i wzruszyłam ramionami. Obie dobrze wiedziałyśmy, że z nią się nie dyskutuje. Wybiegłam na górę do swojego pokoju i szybko przebrałam się w normalne ubrania. To znaczy, jeansy, T-shirt. W końcu mamy lato, prawda? Nie będę się ubierała, jakby był mróz. A Fizzy tym bardziej. Założyła krótkie spodenki i bluzkę z motywem Bon Jovi. Nie potrzebowałyśmy dużo czasu na przygotowanie się, więc już po chwili byłyśmy na dole. - Samochód czeka - powiedziała Perrie i uśmiechnęła się szeroko, wychodząc. Felicity pożegnała się z Nathanem, i dopiero wtedy mogłyśmy jechać. 
     Po drodze próbowałam wyciągnąć od przyjaciółki informacje na temat tego chłopaka, ale nic nie chciała powiedzieć. Mówiła tylko, że to tajemnica i że chce nam zrobić niespodziankę. A moja ciekawska natura nie chciała dać sobie spokoju. Czasami było to naprawdę irytujące, i trudno było to powstrzymać. Jednak opanowałam to już do zadowalającego stopnia i  resztę podróży zdołałam wysiedzieć w ciszy, oglądając widoki za oknem samochodu, mimo iż Londyn znałam jak własną kieszeń. Gdy auto po jakichś piętnastu minutach się zatrzymało, zmieniłam się w małą surykatkę, która za wszelką cenę chciała dostrzec wszystko. Uważnie przyjrzałam się parceli, którą Perrie pokazywała i zmarszczyłam nos. Baker Street 18A. Czy ja tego już gdzieś nie...? 
- O Boże... - mruknęła Fizzy, która najwidoczniej domyśliła się tego samego. 
W tym momencie znajdowałyśmy się przed domem, w którym znajdowali się członkowie najbardziej rozchwytywanego zespołu Wielkiej Brytanii - One Direction. Ja? Byłam wniebowzięta. Ale Felicity nie podzielała mojego humoru. Z resztą jak zawsze ostatnimi czasy. 
     Edwards przeszła po brukowanej uliczce prowadzącej do drzwi i przywołała nas gestem ręki. Zapukała delikatnie, a my stanęłyśmy za nią, oczekując, aż ktoś nam otworzy. W drzwiach pojawił się wysoki mężczyzna, o brązowych oczach. Liam Payne. Ideał niejednej, stał z nami twarzą w twarz. No.. prawie. Uśmiechnęłam się delikatnie. Nie należałam do jednej z tych napalonych fanek, które przy każdej możliwej okazji rzuciłyby się na nich, jakby chciały udusić. Fizzy tym bardziej. 
- Perrie! - odezwał się chłopak. - O, widzę, że przyprowadziłaś koleżanki - dodał, widząc nas. - Witajcie, dziewczyny. Nazywam się Liam, bardzo miło mi was poznać. Wejdźcie do środka. Chcecie może coś do picia, albo jedzenia? - pytał. Bardzo gościnny człowiek. Widziałam, że Fizzy już chciała poprosić o jedzenie, jednak powstrzymałam ją. 
- Ja nazywam się Jennifer, a to moja przyjaciółka Felicity. Nam również bardzo miło, Liam. I nie, dziękujemy - odpowiedziałam za nas obie, zdejmując z nóg buty. Rozejrzałam się po wnętrzu mieszkania. Ewidentnie widać było, że mieszka w nim piątka chłopców. Po ziemi walały się ubrania, resztki jedzenia leżały na komodzie, piłka do gry u stóp schodów, buty porozrzucane byle jak po kątach. Ale mimo tego panował tutaj jakiś taki dziwny porządek. Nie wiem dlaczego, lecz od razu gdy tu weszłam odczułam takie wrażenie. 
     Liam zaprowadził nas do salonu, gdzie na kanapie siedziała trójka kolejnych członków zespołu. Harry, Louis i Niall. Ostatnia dwójka przepychała się, trzymając w dłoniach kontrolery. Śmiali się wniebogłosy. Widząc nas ucichli, uśmiechając się szeroko. 
- Ej, ej, Lou, to jest ona! - krzyknął w końcu Horan, podnosząc się z miejsca. 
- Rzeczywiście! - zawtórował mu drugi. - Harry, pamiętasz jak mówiliśmy ci, że uratowaliśmy program? To właśnie dzięki niej - rzucił Tomlinson. Harry podniósł wzrok i zatrzymał go na Felicity. Jego twarz przedstawiała tylko i wyłącznie szok. No tak, przecież była do niego uderzająco podobna. - Nie, ja nie uwierzę, że wy nie jesteście rodziną, póki nie dostanę tego na papierze - oświadczył stanowczo Louis, na co tylko się zaśmiałam.
- Tommo, zachowuj się - upomniał go Payne. Od razu było widać, że to on tutaj rządzi. Chociaż to Lou był najstarszy. 
- Nazywam się Jenny, a ją to już znacie - odezwałam się cicho, patrząc po ich twarzach. Chwilę później spojrzałam na Nialla. Mojego ulubionego piosenkarza. Był po prostu idealny. Jak i w telewizji, tak i na żywo. Potargane blond włosy, duże błękitne oczy, i ten uśmiech... Gdy on również na mnie spojrzał, zarumieniłam się lekko i uciekłam wzrokiem w bok. Szybko spojrzałam na bruneta w lokach, który nie wiem jakim cudem, ale bardzo szybko znalazł się przed Felicity i patrzył na nią z góry. Różnica wzrostu aż biła po oczach. Harry miał w końcu 178cm i był najwyższy z zespołu. Było to nie adekwatne do skali wiekowej, ale cóż. Nie jest to rzecz najważniejsza, więc nie zagłębiajmy się w szczegóły. Jego zachowanie było komiczne. Uniósł do góry jedną rękę, jakby coś sprawdzał. Fizzy szybko podjęła zabawę i również uniosła dłoń do góry, następnie drugą. Idealnie równo. Po chwili zaczęła się śmiać, jak i cała reszta. 
- Harry, ona jest prawdziwa, a ty zachowujesz się jak kretyn - oznajmiła bezpośrednio Perrie. 
Jak w ogóle było możliwe, że nie zauważyłyśmy jej znajomości z nimi? Fakt, długo się nie widziałyśmy, ale nie sądziłam, że aż tyle się pozmieniało. Cóż, jak widać, jestem trochę nie na czasie z tym wszystkim. Ale życia sławnej przyjaciółki nie da się ogarnąć, uwierzcie. Jednak ja już chyba wiedziałam, jakiego chłopaka chciała nam przedstawić Perrie. 
- W ogóle to się nie przedstawiłem, chociaż pewnie nie muszę. Ale ty tak - odezwał się Niall, spoglądając na mnie. Rzeczywiście, powiedziałam swoje imię jedynie Liam'owi, a cała reszta już zna Fizzy. 
- Przepraszam, zapomniałam o tym. Nazywam się Jennifer, miło mi was wszystkich poznać - oznajmiłam, uśmiechając się szeroko. Uścisnęliśmy sobie dłonie i mogliśmy przejść do dalszej konwersacji. 
- Skoro już tu jesteś, to może dasz nam się wstępnie przesłuchać? - poprosił Louis, patrząc na Felicity, przed którą wciąż stał Harold. Nie mógł się napatrzeć na swojego damskiego sobowtóra. - Styles, przesuń mi się, bo zasłaniasz ją całą - zirytował się niebieskooki, odsuwając przyjaciela. 
- Ale tylko, jeśli Jenny zaśpiewa ze mną - ostrzegła od razu, chwytając mocno moją dłoń. Spojrzałam na nią, stanowczo zaprzeczając ruchami mojej głowy. Miałam zaśpiewać przed prawie całym One Direction? Jasne. 
- Och, no proszę. Przecież już słyszeliśmy jak śpiewacie, co to za problem? - skomentował Nialler. Dla niego to takie proste. Uśmiechnęłam się krzywo, po czym usiadłam na fotelu, a Felicity na jego oparciu. 
- Co chcecie, abyśmy zaśpiewały? - zapytała spokojnie Sheeran, nie pytając nawet o moje zdanie. Cała ona. Była bardzo odważna i rzadko kiedy obchodziło ją to, co sobie pomyślą inni. Żałowałam, że ja tak nie umiem. Każdą krytykę brałam do siebie, starałam się być lepszą i sprostać oczekiwaniom innym, co nie zawsze wychodziło na dobre. Lecz skoro oglądali jak śpiewamy z Ed'em, to może rzeczywiście nie było problemu, a to jak zwykle ja się go doszukiwałam. 
- Może coś twojego kuzyna? - zaproponował Liam, który wciąż nie miał pojęcia o co chodzi. Z tego co zdążyłam zauważyć, to tylko Louis i Niall byli wtajemniczeni w plan wciągnięcia Fizzy w program. Spojrzałam do góry na przyjaciółkę i uśmiechnęłam się. Obie wiedziałyśmy, co chcemy zaśpiewać. Felicity zaczęła mi wybijać rytm, klaszcząc, a ja zaczęłam śpiewać, patrząc na swoje dłonie. W innym wypadku speszyłabym się i nie dała sobie rady. Felicity położyła dłoń na moim ramieniu i lekko ją zacisnęła, chcąc dodać mi otuchy. Na mojej twarzy od razu wykwitł mimowolny uśmiech. 
- "I'm gonna pick up the pieces, and build a lego house. If things go wrong, we can knock it down... My three words have two meanings, there's one thing on my mind..." - nuciłam. "Lego House" Ed'a Sheerana. Jedna z moich ulubionych piosenek. A była pisana przez moich przyjaciół, Ed'a i Fizzy. - "It's all for you" - dokończyłam, po czym uniosłam głowę na wpatrzonych w nas chłopców i uśmiechniętą od ucha do ucha Perrie. Jej ręce złożone były jak do modlitwy, podstawione pod samą brodę. Była.. dumna. 
- "And it's dark in a cold december, but I've got ya to keep me warm" - zaczęła szybko Fizzy, dalej uderzając dłońmi o swoje uda. Harry dosłownie otworzył usta ze zdziwienia. - "And if you're broken I will mend ya and keep you sheltered from the storm that's raging on now" - uśmiechnęła się pod nosem. 

"I'm out of touch, I'm out of love, 
I'll pick you up when you're getting down. 
And out of all these things I've done
I think I love you better now. 

I'm out of sight, I'm out of mind. 
I'll do it all for you in time. 
And out of all these things I've done
I think I love you better now, now..." 

Razem zaśpiewałyśmy refren, po czym zakończyłyśmy, słysząc brawa. 
- Obie jesteście genialne, naprawdę. Uważam, że powinnyście koniecznie pojawić się w "Śladami One Direction" - odezwał się od razu Tomlinson, z tym swoim słodkim uśmiechem. Ale nie o nim teraz myślałam. Ja? W programie telewizyjnym, oglądanym przez miliony osób w całej Wielkiej Brytanii? 
     Wiem, że powiedziałam Felicity iż w razie czego pojawię się z nią w programie, ale nie sądziłam, że stanie się to naprawdę. Myślałam, że albo pójdzie sama, albo weźmie sobie Conora, który ma świetny głos. Ja po prostu się bałam. Wstydziłam się śpiewać z Sheeranem przed liczbą stu tysięcy osób, a co dopiero coś takiego. 
- Ja też tak sądzę. A poza tym, lubię cię - dodał od siebie Styles, patrząc prosto na Fizzy. Teraz zrozumiałam wcześniejsze słowa Louisa. Ich oczy. Ten niezwykły odcień zieleni. To było wręcz trudne do uwierzenia, że był identyczny u obu osób. 
- Więc jak będzie? - spytał z nadzieją w głosie Irlandczyk, który z kolei dziwne przyglądał się mi. Jego wzrok sprawiał, że czułam dziwne ciepło w środku. Z tego co wiedziałam, jako fanka zespołu, wszyscy mieli takie odczucia. Że gdy tylko się go widziało, miało się ochotę go przytulić, bo sprawiał wrażenie małego, zagubionego chłopca, który uwielbia jeść. 
- Musimy to przemyśleć - zabrałam głos, aby Felicity znów nie zadecydowała za mnie. 
     Wtedy usłyszeliśmy trzask drzwi frontowych. A już sekundę później w salonie pojawił się wysoki Mulat, o dużych czekoladowych oczach, w których widniały maleńkie iskierki. Mimowolnie się uśmiechnęłam, przechylając głowę w bok. Chyba nas nie zauważył. Może dlatego, że Perrie od razu rzuciła mu się na szyję. 
- Dziewczyny, to jest właśnie mój chłopak, Zayn Malik - odezwała się, a ja poczułam, jak mięśnie mojej najlepszej przyjaciółki, siedzącej obok, napinają się. Czarnowłosy również utkwił w niej swoje zaszokowane wręcz spojrzenie. Albo mi się zdawało, albo zobaczyłam w nich strach i jakby... tęsknotę? Tęsknotę za czym? Za Felicity? Przecież to absurd, nie znali się. Zaciekawiona spojrzałam na zielonooką i mina mi zrzedła. Wyglądała tak, jakby miała ochotę się rozpłakać i zacząć rzucać krzesłami jednocześnie. W takim stanie widywałam ją rzadko, ale coś musiało być nie tak. 
- Znacie się? - spytałam, nie mogąc się powstrzymać. Oboje jakby zostali obudzeni z transu. 
- Tak - odparł Malik.
- Nie - odpowiedziała równo z nim Felicity. Mulat próbował ukryć zmieszanie i zdziwienie. W co oni grają? O co tu w ogóle chodzi? 
- Znaczy... po prostu wiem, że jest kuzynką Ed'a, parę razy trafiłem na jej profil na Twitterze i tyle - wyjaśnił Zayn, uspokajając tym swoich przyjaciół. Ale nie mnie. 
- Tak, tylko tyle - podkreśliła dobitnie Felicity. - Perrie, kochanie, jak się poznaliście? - spytała. Ironia. Tym przesiąknięty był jej głos. 
     Gdy Edwards opowiadała o jednym z koncertów, jak to pierwszy raz ujrzała Zayna, ja obserwowałam dziwnie zachowującą się dwójkę. Gdzieś z oddali, głucho, dochodziło do mnie to, że to właśnie ten Pakistańczyk był powodem dla którego moja przyjaciółka nie chciała wystąpić w programie. 
- Przepraszam, możecie nam dać chwilkę? - przerwałam jej, po czym nie czekając na niczyją odpowiedź, pociągnęłam ją za rękę w stronę holu. - Co z wami? - spojrzałam na Fizzy. 
- Ale w sensie, że z kim? - odpowiedziała pytaniem, co chwilę zerkając przez ramię. 
- Z tobą i z Malikiem. Nie kłam, widzę, że coś jest na rzeczy. W sumie nie takie zwykłe coś. Kobieto, z ciebie złość aż kipi. Powiedz mi, co on ci zrobił, bo muszę wiedzieć za co mam go nienawidzić - poprosiłam, a wtedy jej oczy się zaszkliły. - Fizzy, co się stało? 
- To było dawno, jeszcze zanim cię poznałam... - zaczęła, wycierając oczy wierzchem dłoni. - Znasz praktycznie całą moją historię, jednak pominęłam te dwa znaczące miesiące. Wakacje 2009 roku. Wtedy go poznałam. Mieszkałam jeszcze wtedy niedaleko Bradford. A on nie był sławny. Co tu dużo mówić, zakochałam się w nim. Mimo iż był starszy, a ja byłam bardzo młoda, wiedziałam, że to coś więcej. Myślałam, że jemu również na mnie zależy, ale bardzo się pomyliłam. Pod koniec wakacji wyjechał bez słowa i tyle go widziałam. Odkąd stał się sławny te wspomnienia powracają do mnie za każdym razem kiedy widzę go w telewizji. Dlatego nie chciałam tutaj przyjeżdżać. Nie chciałam go spotykać... - mówiła bardzo szybko, ale mimo tego, dokładnie zrozumiałam każde słowo. Boże, jaka ja byłam głupia. 
- Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś? Przecież bym cię tutaj nie zaciągała - odparłam, przytulając ją do siebie. 
- Bo się po prostu bałam tego co mi powiesz - stwierdziła, z trudem powstrzymując łzy. Zrobiło mi się jej cholernie szkoda. I automatycznie pojawiły się we mnie negatywne uczucia względem Mulata. 
- Chłopcy, my się już będziemy zbierać. Odezwiemy się do was jeszcze. Perrie, wybacz, Fizzy po prostu chce pobyć z Nathanem, rozumiesz - uśmiechnęłam się do nich. 
- Pewnie, nasze gołąbeczki muszą być razem. Widzimy się później - rzuciła blondynka, siedząc na kolanach Malika. Szybko opuściłyśmy mieszkanie, kierując się w drogę powrotną. 
     Nawet nie chciałam myśleć jak ona musi się czuć. Chłopak, który przed dwoma laty zostawił ją zupełnie samą, umawiał się teraz z jej najlepszą przyjaciółką, a ona nic nie mogła na to poradzić. Jeszcze ciągle tak dobrze to znosiła. Mogłam powiedzieć, że cieszyła się jej szczęściem. Dlatego zawsze była moim wzorem. A teraz mój wzór potrzebował mojej pomocy. A ja byłam w stanie zrobić wszystko, aby jej tą pomoc dać... 

~ * ~ 

Kiedy zobaczyłem ją siedzącą na fotelu w naszym salonie, to wszystko do mnie wróciło. Wspomnienia ze wspólnie spędzonych chwil... Najlepsze wakacje mojego życia. To bolało. Cholernie bolało. A do tego okazało się, że Perrie jest jej najlepszą przyjaciółką. Gorzej być nie mogło, uwierzcie mi. To, co działo się wewnątrz mnie, gdy widziałem jak patrzy na mnie i Perrie, podczas gdy blondynka opowiadała o naszym poznaniu, sprawiało, że czułem się jak ostatni dupek. Według niej prawdopodobnie nim byłem. A według mnie już na pewno. Tylko ja znam powód, dla którego wtedy wyjechałem z Bradford i nie odezwałem się do niej nigdy więcej. Myślałem, że już nigdy jej nie spotkam, bo takim sposobem nie mógłbym jej bardziej zranić. Czy to jakieś chore przeznaczenie? Mam nadzieję, że nie. Że to tylko przypadek. Bóg wystawia mnie na próbę cierpliwości, której na sto procent nie zdam. Przecież nazywam się Malik. Słowo cierpliwość nie występuje w moim słowniku. Co ona tutaj w ogóle robiła? 
- Słyszeliśmy jak śpiewa i postanowiliśmy z Niallerem, że zaprosimy ją do naszego programu, żeby jakoś podnieść średnią - wyjaśnił mi Tomlinson. 
Moje serce zatrzymało swój i tak już zwolniony rytm. Jeżeli Felicity się zgodzi, będę zmuszony spędzać z nią jak najwięcej swojego czasu. Co ona czuła względem mnie? Nienawiść? A może coś jeszcze gorszego? Bałem się o tym myśleć. Wbrew pozorom i wszystkim stereotypom, w które obsadzają mnie fotoreporterzy, ja też odczuwam strach, ból, współczucie. Jestem tylko człowiekiem, jak każdy inny. 

A przecież ja zrobiłem to wszystko dla niej. Tylko i wyłącznie. Wszystko się zmieniło, gdy poznałem Perrie. Nie jestem pewien, czy to miłość. Ona wzbudza we mnie jakąś dziwną radość, której nie potrafię opisać. Radość, której od dawna mi brakowało. Lecz gdybym wiedział, jakie wynikną z tego komplikacje, najpewniej bym uciekł. Zacząłbym nowe życie z daleka od ludzi których kocham, a jednocześnie ranię. To nie takie proste jak może się wydawać. Czy stawianie czoła swoim lękom zawsze wychodzi nam na dobre? 
Czy zostałaby ze mną, gdybym poprosił? 
Czy wybaczyłaby, gdyby wiedziała, dlaczego ją zostawiłem?
Byłaby w stanie powiedzieć, że będzie dobrze, gdy zdaję sobie sprawę z tego, że upadam? 
Jak zwykle - zbyt dużo pytań, tak mało odpowiedzi. 

_________________________________________________________________________________

Cześć! Tym razem Michał z tej strony, żeby nie było, że to Karolinka wszystko robi. 
Nie chcieliśmy ciągle utrzymywać się w tych ryzach nostalgii i smutku, którego później będzie zdecydowanie więcej, dlatego ten rozdział jest taki... zwyczajny, na rozluźnienie. Wiem, że pisaliśmy go długo, ale mieszkamy daleko od siebie i nie mogliśmy się jakoś co do niego zgrać. Za to jest dłuższy. Mamy nadzieję, że wam się on spodoba i będziecie komentowali, oraz doradzali nam, jeżeli coś wam nie pasuje. Aby uniknąć zbędnych pytań: więcej jest tutaj perspektywy dziewczyny, ale to nie oznacza, że Karolina pisała rozdział sama, a ja odwaliłem tylko końcówkę Malika. Ten rozdział akurat w pełni był pisany wspólnie. Ja pomagałem jej w perspektywie dziewczyny, ona mi w chłopaka. Znaczek '~*~' oznacza przejście do narracji przez inną osobę, łatwo się domyślicie o kogo chodzi. 
Pozostaje mi życzyć wam miłego czytania! ^^
+ Karolina prosiła mnie, abym polecił wam bloga, którego mamy w zakładce "Czytam". 
irish-place-for-everyone.blogspot.com
Bardzo interesujące opowiadanie, więc również zachęcam. c: 

poniedziałek, 19 listopada 2012

Chapter 1. "This is the start of something beautiful."

Żałuję. Śmiało mogę powiedzieć, iż cholernie żałuję tego, że jej przy sobie wcześniej nie zatrzymałem. Gdybym tylko wiedział, jak to wszystko się potoczy, nie pozwoliłbym jej wtedy wyjść z mojego domu, całej zapłakanej. Czuję, jak podczas jej nieobecności, wypływa ze mnie radość. Cały sens mojego życia odszedł, wraz z nią.
Od tamtego momentu ludzie mogli mówić na mnie Zayn "Skończony Kretyn" Malik. Przez całe życie byłem zbyt dumny na to, aby przyznawać się do moich porażek. A teraz śmiało stwierdzam, że nigdy nie zrobiłem dla niej nic dobrego. To wszystko było jednym wielkim błędem.. Chcecie poznać całą historię? Proszę bardzo. Jednak nie gwarantuję, iż was to zainteresuje. 

Trzy, dwa, jeden, start! 

     Po X-Factorze wszystko poszło szybko. Płyta, pierwsza trasa koncertowa. Byliśmy rozchwytywani. Ale coraz częściej między nami dochodziło do spięć. Nie potrafiliśmy już ze sobą rozmawiać, tak jak kiedyś. Nie potrafię dokładnie wyjaśnić, co miało na to wpływ, ale tak właśnie było. I nie tylko my to zauważaliśmy. Nasz menadżer również. Widocznie zaczął się martwić, bo zaczął wymyślać coraz to nowe "zabawy" rekreacyjne, aby nas do siebie zbliżyć, tak, jak kiedyś. (...)

10.07.2012r. 
- Mówiłem, że to głupi pomysł. Dlaczego wy mnie nigdy nie słuchacie? - spytałem, mocno poirytowany, gdy już kolejną fankę ochrona musiała siłą ściągać ze sceny, aby nas wszystkich nie podusiła. 
- Może dlatego, że nigdy nie masz dobrych pomysłów? - zdenerwował się Liam. - Ciągle tylko marudzisz, a to może być dobra zabawa - dodał, pochylając się nad Horanem, aby publiczność siedząca za nami nie dosłyszała o czym rozmawiamy. 
- Dobra zabawa? Widzisz jak one się zachowują? Liam, czy ty jesteś ślepy? - odparowałem dobitnie, mrużąc oczy. - Każda kolejna przychodzi tu tylko po to, aby nas zobaczyć, ewentualnie dotknąć. Nikt, powtarzam, NIKT nie przyszedł tutaj, aby pokazać nam swój talent, a ty uważasz, że to świetna zabawa. Dobrze, w takim razie bawcie się beze mnie - rzuciłem, po czym wstałem z obrotowego krzesła i ze spuszczoną głową opuściłem pomieszczenie, a następnie cały budynek, siadając na schodach przed tylnym wejściem. Lecz już po chwili obok mnie znalazł się Irlandczyk, nigdy nie dający za wygraną. Spojrzałem na niego zrezygnowanym wzrokiem i uśmiechnąłem się lekko. Tylko na niego nigdy nie potrafiłem się gniewać. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Najlepiej wytłumaczcie sobie to jakąś siłą wyższą, gdyż inaczej ująć tego nie zdołam, wybaczcie. - Znów przesadziłem? - westchnąłem, kręcąc głową. 
- Tylko troszkę. Ale nie przejmuj się, ja cię akurat w pełni rozumiem - dodał szybko, klepiąc mnie po ramieniu. - Mnie również nieco denerwuje to, iż przychodzą tutaj po to, żeby się z nami zobaczyć. Gdy Paul zaproponował nam stworzenie tego programu sądziłem, że to świetny pomysł. Ale teraz nie jestem do końca przekonany, czy to prawda - mruknął, uparcie wpatrując się w swoje czerwone buty. 
Jaki program? Otóż: "Śladami One Direction". Było to coś w rodzaju X-Factor, tylko, że my byliśmy jurorami, a osoby, które przychodziły do programu śpiewały piosenki te, które my w talent-show, plus jedną z naszych własnych. Potem dzieliliśmy ich na grupy, w której każdy z nas miał kilka osób. Jak dla mnie - porażka. Ale reszcie się podobało.  
- Ej, przecież to nie twoja wina, Nialler. Wszyscy widzimy jak bardzo się starasz, aby żadna z nich nie poczuła się urażona - pocieszyłem go. Do cholery, czemu nie mogłem się po prostu cieszyć? Psułem humor i jemu, i sobie. 
- Niby tak, lecz co z tego? Nie wiem czy dłużej tak wytrzymam. Proszę o chociaż jedną normalną, w miarę utalentowaną osobę. Czy to za dużo? - zapytał, ale wiedziałem, że nie oczekuje z mojej strony żadnej odpowiedzi, więc i jej nie udzielałem. - A jak tam z twoją "bezimienną"? - zaciekawił się. 
- A jak ma być? Ciągle z nią piszę. Jednak wątpię, że kiedykolwiek się spotkamy. Poza tym, założę się, że w realnym życiu jest zupełnie inna - westchnąłem, odruchowo kierując wzrok na kieszeń w spodniach, gdzie telefon tworzył lekkie wybrzuszenie. 
- Dlaczego tak uważasz? - zdziwił się Niall. 
- Bo ideały nie istnieją - stwierdziłem i uśmiechnąłem się krzywo. Po chwili podniosłem się z betonu i spojrzałem na blondyna z góry. - Pora wrócić do chłopaków, nie chcę, żeby Liam znów się na mnie gniewał - wywróciłem teatralnie oczami, po czym wraz z przyjacielem wróciłem do budynku. 

Tymczasem, gdzieś przy Oxford Street. 

     Mały chłopiec biegł przodem, śmiejąc się z ptaków, które przelatywały nad jego głową. Dwie nastolatki podążały jego śladem, żywo dyskutując na przeróżne tematy. W końcu jedna, wyższa brunetka, poruszyła temat, który chodził za nią już od dawna. 
- Jak myślisz, kogo Perrie tak bardzo chce nam przedstawić? - spytała, patrząc na swoją przyjaciółkę. 
- Nie wiem. Pewnie poznała jakiegoś palanta i chce się pochwalić. Odkąd jest sławna, ma różne dziwne pomysły, oraz poglądy - odparła druga, niezbyt zainteresowana całą sytuacją. 
- Oj weź, nie mów, że ciebie to nie interesuje - ciągnęła tamta. 
- Jennifer, to nie jest nasza sprawa. Po pierwsze: Perrie przyjeżdża za trzy dni, a wtedy się dowiemy. Po drugie: aktualnie mam ważniejsze problemy na głowie - westchnęła zielonooka, uważnie obserwując swojego małego braciszka. - Thomas, czekaj na nas! Nie wychodź na ulicę! - krzyknęła za nim. 
- Fizzy, z tobą to się nie da rozmawiać. Nasza Perrie w końcu znalazła sobie chłopaka, a ty znów o tych swoich problemach. Wiem, że je masz. Gorsze niż wiele innych osób. Lecz pora w końcu zapomnieć o przeszłości. Masz mnie, Eda, Thomasa, Perrie, Jade, a do tego cudownego Nathana i Conora.. czego chcieć więcej? - spytała wyraźnie zadowolona z życia Jenny. 
- Rodziców... - mruknęła Felicity i pobiegła do małego bruneta, który grzecznie czekał kawałek dalej. Jennifer westchnęła pod nosem, przymykając oczy. Bardzo współczuła przyjaciółce, jednak nie mogła zmienić biegu wydarzeń. Doskonale wiedziała, co spotkało Felicity kilka lat temu, ale nie miała na to wpływu, gdyż wtedy jeszcze jej nie znała. Ciągle miała nadzieję, że pannie Sheeran przytrafi się coś dobrego, bo zasługiwała na to jak nikt inny. Szybko doszła do przyjaciółki i postanowiła zmienić temat, aby nie psuć jej humoru. Lecz wtedy telefon Jennifer zaczął niemiłosiernie wibrować w kieszeni. 
- To Perrie - oznajmiła, po czym odebrała. - Co jest, skarbie? 
~ Po prostu nie mogę się doczekać aż was zobaczę. A poza tym, chcę wam już przedstawić mojego nowego chłopaka. Wiecie co? On jest teraz w Londynie, tak jak wy. Ale nie powiem wam kto to ~ świergotała blondynka po drugiej stronie, przebywając teraz zapewne gdzieś w Los Angeles, gdzie wraz ze swoim zespołem, Little Mix, nagrywały kolejny kawałek, aranżacji Felicity. Uwielbiała ona pisać piosenki i zawsze miała na jakieś pomysł. 
- Tak, my też nie możemy się doczekać aż nam go przedstawisz - odpowiedziała Jenny, rzucając krótkie spojrzenie w kierunku dziewczyny stojącej obok. 
~ O, a tak w ogóle, słyszałyście o tym programie "Śladami One Direction"? Sądzę, że Felicity powinna tam pójść ~ powiedziała nagle Perrie. 
- Dlaczego tak uważasz? - zdziwiła się Jennifer, przełączając na głośnomówiący. 
~ To chyba oczywiste. Wygląda jak Styles. Dalej nie wierzę w to, iż nie są jakąś rodziną ~ rzuciła w zamyśleniu. Fizzy wywróciła teatralnie oczami, przeczesując dłonią swoje loki. ~ A z resztą ma dobry głos. Ty tak samo. 
- Daj spokój. Nie mamy teraz na to czasu... - Felicity chciała ją jakoś zbyć. Lecz to nie było takie proste. 
~ Zaczęły się wakacje. Ciekawe, co ty masz lepszego do roboty ~ prychnęła Edwards. ~ Ale dobra, już kończę, bo Leigh mnie woła. Macie pozdrowienia od Jade i reszty. Do zobaczenia za trzy dni, miśki ~ pożegnała się, po czym rozłączyła. Felicity wzięła Thomasa za rękę, i wszyscy przez jakiś czas szli w milczeniu. W końcu odezwała się Jenny. 
- A może to nie jest taki zły pomysł? - spytała nieśmiało, a widząc, że przyjaciółka już ma jej odpowiedzieć, uniosła dłoń do góry. - Daj mi skończyć. Po prostu uważam, że to byłaby dla ciebie dobra rozrywka. Wiesz, taka odskocznia od rzeczywistości. Po pierwsze: uwielbiamy chłopców z One Direction. Po drugie: ty naprawdę wyglądasz jak Harry. Chociaż mi i tak bardziej lecisz na Horana. Taki.. Narry - zaśmiała się. - Głos masz świetny. Poza tym, to tylko zabawa. Wzięłabyś sobie Conora. Ewentualnie ja bym poszła z tobą - próbowała ją przekonać. Nie wspomniała jednak o tym, iż chodzi jej raczej o zapoznanie się ze swoimi idolami, w szczególności z niesamowitym Irlandczykiem, o cudownie błękitnych oczach, do którego wzdychała. Felicity wyglądała tak, jakby o czymś myślała. 
- Ech, mogę to przemyśleć. Ale niczego ci nie obiecuję, panno Horan - dogryzała jej brunetka. 
- Dziękuję, Fizzy - ucieszyła się Jenny. Przez resztę drogi do domu Ed'a Sheerana obdarowywała wszystkich przechodniów szerokimi uśmiechami, chcąc oddać im trochę swojej pozytywnej energii. 
     Ed był sławnym piosenkarzem, oraz kuzynem Felicity. Przynajmniej tak oboje myśleli. Fizzy nigdy nie poznała swojej prawdziwej rodziny, gdyż została oddana do domu dziecka, gdzie powiedziano jej, iż rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a Thomas to jej mały braciszek. Kilka lat po tym zdarzeniu zgłosiła się po nią ciotka Edwarda. I tak zamieszkali razem, oraz bardzo się ze sobą zżyli. Fizzy pomagała kuzynowi w tworzeniu jego muzyki. A on w zamian uczył ją gry na gitarze, perkusji, czy fortepianie. (...)
- Ed, wróciłam! - krzyknęła Felicity, odrzucając torbę na podłogę. Ed po chwili zszedł schodami w dół, a Thomas od razu rzucił się na niego z okrzykiem bojowym małego Indianina. 
- To fajnie. Witaj, Jenny - odpowiedział rudy chłopak, uśmiechając się do nich. - Robiłem właśnie takiego małego twitcama dla fanów, bo mnie o to prosili. Czy waćpanny zechciałyby mnie zaszczycić swoją obecnością? - spytał, śmiejąc się. Po chwili i obie nastolatki wybuchnęły śmiechem. Ed potrafił poprawić im humor jak nikt. 
- Pewnie, tylko coś zjem - rzuciła Fizzy i pognała do kuchni. 
- Nic nowego! - krzyknął za nią Edward, po czym wraz z Jennifer udał się do jego pokoju na pierwszym piętrze. Laptop spokojnie spoczywał na łóżku, na którym i po chwili znaleźli się oni. Usiedli wygodnie obok siebie, a Jenny przywitała się do kamerki. Jednak widząc ilość ludzi, którzy to oglądali, nieco się przeraziła. Były to ponad sto tysięcy osób, a licznik wciąż skakał w górę. 
- Co ty robisz, że oni tak chcą cię oglądać? Albo nie! Nie odpowiadaj! - krzyknęła gwałtownie. 
- Na pewno nie to, co myślisz. Po prostu im śpiewam - odpowiedział spokojnie Sheeran. 
Jakieś pięć minut później w pokoju zjawiła się Felicity i wcisnęła się między nich, również witając się z widzami. - No to jak, śpiewacie ze mną? - spytał Ed, który wręcz uwielbiał głos swojej kuzyneczki. Bardzo przypominał jej głos zarówno Harolda Stylesa, jak i Nialla Horana, jego przyjaciół z branży. Do tego wolny akcent dziewczyny, typowo brytyjski. Zawsze uważał, że jest bardzo podobna do Harry'ego, ale już o tym nie mówił, bo gdy to robił, denerwowała się. Chwilę się opierały, gdyż tak liczna publiczność trochę je krępowała, lecz w końcu się zgodziły i z głośników poleciały pierwsze takty piosenki "You need me, I don't need you", jego ulubionego repertuaru własnego autorstwa. 

Baker Street. 

     Po zakończeniu kolejnego dnia przesłuchań, jednego z tych nieudanych, chłopcy w końcu mogli spokojnie wrócić do domu i odpocząć. Każdy szedł do swoich zajęć, nie pytając o nic drugiego. Często mieli się dość. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu, więc nikt im się nie dziwił. Starali się unikać kłótni, bo nie chcieli rozłamu w zespole. Czasem było ciężko, ale zależało im na sobie i umieli się opanować. 
     Liam umówił się z Danielle na spotkanie, Harry postanowił przespać resztę dnia, Zayn zaraz gdzieś wyszedł, nie informując nikogo o celu swej podróży. Natomiast Louis i Niall usiedli razem na kanapie w salonie i wzięli laptopa, aby sprawdzić co nowego. Ich dobry przyjaciel, Ed Sheeran, dodał na Twittera link do swojego twitcama, który powinien jeszcze trwać. Nie znajdując nic lepszego do roboty, Tomlinson nacisnął na ten wpis i zostali przeniesieni na odpowiednią stronę. Chwila ładowania... i już po chwili ujrzeli rudego chłopaka, siedzącego po drugiej stronie. Jednak nie był sam. Obok niego siedziały dwie młode dziewczyny. Louis otworzył usta ze zdziwienia, przyglądając się jednej z nich. 
- Ona... wygląda jak mój Harry - stwierdził po chwili. 
- Rzeczywiście, jest niemal identyczna. Tylko nie ma takiej szczęki - wyrzucił z siebie Horan, wpychając do buzi kolejną garść paprykowych chipsów. - Śpiewa. 
- Nie pluj mnie, widzę - zirytował się niebieskooki. 
~ "Now I'm in town, break it down, thinking of making new sound. Playing a different show every night in a front of a new crowd. That's you know, ciao, seems that life is great now, see me lose focus, as I sing to you loud. And I can't, no, I won't hush, I'll say the words that make you blush. I'm gonna sing this now" ~ śpiewała, a raczej rapowała, zielonooka brunetka, uśmiechając się szeroko. Wtedy chipsy z buzi Nialla wysypały się na jego nowe spodnie, lecz ten zdawał się tego nie zauważyć. Dalej śpiewał Ed, a refren kolejna dziewczyna, siedząca po jego lewej. 
- To jest przecież niemożliwe. Ona za bardzo jest jak Styles - dziwił się Louis, marszcząc czoło. 
- Myślisz o tym samym co ja? - spytał Nialler, przenosząc na przyjaciela swoje błękitne tęczówki. 
- Ściągamy ją do naszego programu - powiedzieli równo. Louis przez swojego Twittera od razu zaczął pisać do Edwarda, aby powiedział mu, jak nazywa się ta dziewczyna. Odpowiedź dostał pół godziny później, gdy twitcam dobiegł końca. - Felicity Sheeran, jego kuzynka - zacytował Tommo, a Niall przez telefon zaczął obserwować profil damskiej wersji Stylesa. Okazało się, że ona robi to już od dawna, w stosunku do jego profilu, więc mógł od razu do niej napisać. Louis tak samo. Nie szczędzili więc sobie wiadomości. Najpierw zapoznawczych, potem realizujących ich plan. Pozostawało im tylko czekać na odpowiedź. 
- A wy co się tak cieszycie? - spytał Harry, schodząc na dół w samych bokserkach. 
- Uratowaliśmy nasz program - rzucił ucieszony Horan. 
- Ta, pewnie - mruknął Styles i skierował się do kuchni. 
     Nie wierzył im, a i trudno się dziwić. Jednak dwójka przyjaciół była całkiem pewna swego, i radość nie opuszczała ich nawet przez chwilę. Dla nich był to początek czegoś nowego. 

_____________________________________________

Macie swój upragniony pierwszy rozdział. Nie mamy pewności, czy wyszedł jakoś w miarę dobrze, lecz trudno nam było się na czymkolwiek skupić. Pisane późno w nocy, jednak mamy nadzieję, że się spodoba. Jeżeli będziecie mieli jakiekolwiek sugestie, piszcie do nas. ; D W końcu to blog stworzony dla was, miśki. <3 

sobota, 3 listopada 2012

Prolog.

"Kiedy umiera Twój przyjaciel, niech Twoje oczy nie będą suche, ale niech także nie stają się morzem. Łzy tak, płacz nie. 

     Zgiełk. Oślepiające światła reflektorów skierowane w moją stronę. Ten moment na scenie, który na zawsze zapadł w moją pamięć. Tysiące dziewczyn piszczących na nasz widok. Niesamowite uczucie. Ostatni koncert. 
     Spojrzałem w kierunku czwórki moich najlepszych przyjaciół. Uśmiechy goszczące na ich twarzach utwierdzały mnie w przekonaniu, iż znajduję się w odpowiednim miejscu, o odpowiedniej porze, a co najważniejsze - z odpowiednimi ludźmi. Bez nich, nie byłoby mnie. Bez nich, i oczywiście bez naszych pięknych fanek. Przeniosłem spojrzenie na salę wypełnioną po brzegi. A już po chwili muzyka rozbrzmiała, przechodząc po całym moim ciele. 
     Jak zwykle, bawiliśmy się świetnie. Był to rozkwit naszej kariery. A ja nie mogłem uwierzyć, że to już koniec. Towarzyszył nam śmiech, były też i łzy. Pod koniec dziękowaliśmy naszym cudownym fanom, za to, że po prostu byli z nami od początku. Zaśpiewaliśmy im "What Makes You Beautiful". Było to zwieńczenie naszej pierwszej trasy koncertowej - Up All Night. 
     Mimo wszystko zbiegliśmy ze sceny z uśmiechami na ustach, machając do ludzi, którzy skandowali nasze imiona. Pogratulowaliśmy sobie nawzajem, lecz wtedy stało się coś, co wywróciło wszystko do góry nogami. On... zemdlał. Tak po prostu. A potem już tylko ja wiedziałem co się stało. Wierzcie mi, rozmowa z lekarzem była najgorszym momentem w moim życiu. 
     Nigdy tak naprawdę nie zastanawiałem się nad tym, czym jest śmierć. Bowiem bałem się tego. Kto by się nie bał? Nikt z nas nie wie, co będzie później. Lecz czy dla najlepszego przyjaciela, osoby, która była z tobą zawsze, nie warto stawić jej czoła? 
     Miałem stać bezczynnie, podczas gdy z niego każdego dnia dosłownie uchodziło życie? Widać to było jak na dłoni. Umierał. Choroba, na którą nie można było znaleźć leku, zmieniała go w pustą skorupę, imitującą człowieka. Nie funkcjonował normalnie. Oczy traciły blask. Był słaby. A ja, gdy go widziałem, czułem się tak, jakby ktoś wbijał w moje serce malutkie igiełki. Najgorsza była bezsilność. Nie umiałem mu pomóc. Lecz wiedziałem kto może. 
     "Musiałem sprawdzić, czy moje uczucia do niej wygasły. Lecz nie. Kiedy ją widzę, chcę być z nią, kiedy jestem z nią, pragnę jej dotknąć, kiedy dotykam choćby jej ręki, chcę ją objąć. Poczuć przy sobie. Poznać smak jej skóry, zapach włosów. Chcę ją rozśmieszać. Ale nie powinienem pragnąć tych wszystkich rzeczy, bo nie mogę ich mieć. A tęsknota za tym, czego nie można mieć prowadzi do nieszczęścia i szaleństwa" - gdy przeczytałem co napisał w swoim prywatnym zeszycie, już wiedziałem, że ona go z tego wyciągnie. Przynajmniej musiałem spróbować. Nie mogłem pozwolić mu odejść w tym wieku. Nie z tyloma niespełnionymi marzeniami. Nie mógł umrzeć. Nie mogłem mu na to pozwolić. W innym wypadku nie nazywałbym się Niall James Horan... 

piątek, 2 listopada 2012

Bohaterowie.



  • Imię: Felicity
  • Nazwisko: Sheeran. 
  • Pseudonim: Fizzy. 
  • Wiek: 17 lat. 
  • Miejsce urodzenia, obecnego zamieszkania: Holmes Chapel, Londyn. 
  • Wygląd:  Drobna brunetka, o dużych zielonych oczach, które są jej największym atutem. Jej znak rozpoznawczy to tatuaż w kształcie trzylistnej koniczynki na nadgarstku. 
  • Od śmierci rodziców mieszkała w domu dziecka, wraz z małym bratem Thomasem. Aktualnie mieszka z kuzynek, Edwardem. Jest bardzo rozgadaną Brytyjką, trudno jej jest być cicho choćby przez minutę. Jest impulsywna i spontaniczna, nigdy nie myśli nad swoim zachowaniem. Często potrafi być wredna. Kocha muzykę, i to z nią wiąże swoją przyszłość. Nie znała swoich biologicznych rodziców, nie ma pojęcia o tym, że ma sławnego brata, Harolda.  

  • Imię:  Jennifer
  • Nazwisko: Smith.
  • Pseudonim: Jenny.
  • Wiek: 17 lat. 
  • Miejsce urodzenia, obecnego zamieszkania: South Shields, Londyn. 
  • Wygląd: Drobna brunetka, o czekoladowych oczach, oraz dołeczkach w policzkach. Jej znak rozpoznawczy to tatuaż w kształcie klucza wiolinowego na nadgarstku. 
  • Najlepsza przyjaciółka Fizzy. Dziewczyny poznały się, gdy obie przeprowadziły się do Londynu. Jenny jest osobą nieśmiałą i wrażliwą. Wszystko bierze dosłownie do siebie. Jednak gdy chce, potrafi być stanowcza i postawić na swoim. Nad wszystko ceni sobie przyjaźń. Jej pasją jest muzyka, oraz fotografia. 

  • Imię: Niall 
  • Nazwisko: Horan. 
  • Pseudonim: Nialler. 
  • Wiek: 18 lat. 
  • Miejsce urodzenia, obecnego zamieszkania: Mullingar, Londyn. 
  • Wygląd: Wysoki farbowany blondyn, o cudownie błękitnych oczach, w których nie jedna już się zatopiła. Nosi aparat na zębach. 
  • Nastolatek, który uwielbia muzykę, oraz jedzenie. Jest jednym z niewielu chłopaków, którzy potrafią płakać z byle powodu. Bardzo wrażliwy, jednak stanowczy. Trochę nadopiekuńczy. Rzadko się denerwuje, ale jeśli już, to robi się nieco agresywny. Nie znosi, gdy ktoś w jego otoczeniu jest smutny, dlatego doskonale umie pocieszać innych. Uwielbia się przytulać. 

  • Imię: Zayn. 
  • Nazwisko: Malik. 
  • Pseudonim: jak kto chce. 
  • Wiek: 19 lat. 
  • Miejsce urodzenia, obecnego zamieszkania: Bradford, Londyn. 
  • Wygląd: Wysoki, dobrze zbudowany nastolatek, o czarnych włosach i czekoladowych oczach. 
  • Zayn jest uważany za "bad-boy'a", jednak wbrew pozorom jest miłą osobą, która bardzo przejmuje się innymi. Zawsze chce chronić swoich bliskich. Potrafi być chamski i niemiły, jednak rzadko. Kocha muzykę. Ogólnie optymistyczna osoba. Jego jedynym nałogiem jest palenie papierosów. 


  • Imię: Louis.
  • Nazwisko: Tomlinson. 
  • Pseudonim: Tommo, Boobear. 
  • Wiek: 19.
  • Miejsce urodzenia, obecnego zamieszkania: Doncaster, Londyn. 
  • Wygląd: Wysoki brunet, o dużych niebieskich oczach. Louis wygląda jak mały chłopiec, mimo iż jest najstarszy z zespołu. 
  • Jest chłopakiem wrażliwym, z ogromnym poczuciem humoru, którym zaraża innych. Jest stanowczy i opiekuńczy, jednak trochę niezorganizowany. Zachowuje się nieco dziecinnie, gdyż nie chce dorastać. Jego pasją jest muzyka, dlatego należy do zespołu. Uwielbia śpiewać, grać na gitarze, oraz komponować. Uczucia tłumi w sobie. 



  • Liam Payne, Harry Styles.
  • Eleanor Calder, Danielle Peazer. 
  • Little Mix. 
  • Ed Sheeran.
  • Thomas Sheeran. 
  • Cher Lloyd. 

Od autorów: 
Dlaczego ten blog będzie inny niż pozostałe? Gdyż jest pisany z dwóch totalnie odmiennych perspektyw. Opowiadanie piszą Michał i Karolina. Tak, może wam wydać się to dziwne, ale może raczej.. ciekawe? Wiadomo przecież, że dziewczynom lepiej opisuje się punkt widzenia dziewczyn, a chłopakom chłopaków. Mamy nadzieję, że was to zaciekawi. Bohaterowie zostali ustaleni razem, a opisani przez Karolinę. c: