Po X-Factorze wszystko poszło szybko. Płyta, pierwsza trasa koncertowa. Byliśmy rozchwytywani. Ale coraz częściej między nami dochodziło do spięć. Nie potrafiliśmy już ze sobą rozmawiać, tak jak kiedyś. Nie potrafię dokładnie wyjaśnić, co miało na to wpływ, ale tak właśnie było. I nie tylko my to zauważaliśmy. Nasz menadżer również. Widocznie zaczął się martwić, bo zaczął wymyślać coraz to nowe "zabawy" rekreacyjne, aby nas do siebie zbliżyć, tak, jak kiedyś. (...)
10.07.2012r.
- Mówiłem, że to głupi pomysł. Dlaczego wy mnie nigdy nie słuchacie? - spytałem, mocno poirytowany, gdy już kolejną fankę ochrona musiała siłą ściągać ze sceny, aby nas wszystkich nie podusiła.
- Może dlatego, że nigdy nie masz dobrych pomysłów? - zdenerwował się Liam. - Ciągle tylko marudzisz, a to może być dobra zabawa - dodał, pochylając się nad Horanem, aby publiczność siedząca za nami nie dosłyszała o czym rozmawiamy.
- Dobra zabawa? Widzisz jak one się zachowują? Liam, czy ty jesteś ślepy? - odparowałem dobitnie, mrużąc oczy. - Każda kolejna przychodzi tu tylko po to, aby nas zobaczyć, ewentualnie dotknąć. Nikt, powtarzam, NIKT nie przyszedł tutaj, aby pokazać nam swój talent, a ty uważasz, że to świetna zabawa. Dobrze, w takim razie bawcie się beze mnie - rzuciłem, po czym wstałem z obrotowego krzesła i ze spuszczoną głową opuściłem pomieszczenie, a następnie cały budynek, siadając na schodach przed tylnym wejściem. Lecz już po chwili obok mnie znalazł się Irlandczyk, nigdy nie dający za wygraną. Spojrzałem na niego zrezygnowanym wzrokiem i uśmiechnąłem się lekko. Tylko na niego nigdy nie potrafiłem się gniewać. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Najlepiej wytłumaczcie sobie to jakąś siłą wyższą, gdyż inaczej ująć tego nie zdołam, wybaczcie. - Znów przesadziłem? - westchnąłem, kręcąc głową.
- Tylko troszkę. Ale nie przejmuj się, ja cię akurat w pełni rozumiem - dodał szybko, klepiąc mnie po ramieniu. - Mnie również nieco denerwuje to, iż przychodzą tutaj po to, żeby się z nami zobaczyć. Gdy Paul zaproponował nam stworzenie tego programu sądziłem, że to świetny pomysł. Ale teraz nie jestem do końca przekonany, czy to prawda - mruknął, uparcie wpatrując się w swoje czerwone buty.
Jaki program? Otóż: "Śladami One Direction". Było to coś w rodzaju X-Factor, tylko, że my byliśmy jurorami, a osoby, które przychodziły do programu śpiewały piosenki te, które my w talent-show, plus jedną z naszych własnych. Potem dzieliliśmy ich na grupy, w której każdy z nas miał kilka osób. Jak dla mnie - porażka. Ale reszcie się podobało.
- Ej, przecież to nie twoja wina, Nialler. Wszyscy widzimy jak bardzo się starasz, aby żadna z nich nie poczuła się urażona - pocieszyłem go. Do cholery, czemu nie mogłem się po prostu cieszyć? Psułem humor i jemu, i sobie.
- Niby tak, lecz co z tego? Nie wiem czy dłużej tak wytrzymam. Proszę o chociaż jedną normalną, w miarę utalentowaną osobę. Czy to za dużo? - zapytał, ale wiedziałem, że nie oczekuje z mojej strony żadnej odpowiedzi, więc i jej nie udzielałem. - A jak tam z twoją "bezimienną"? - zaciekawił się.
- A jak ma być? Ciągle z nią piszę. Jednak wątpię, że kiedykolwiek się spotkamy. Poza tym, założę się, że w realnym życiu jest zupełnie inna - westchnąłem, odruchowo kierując wzrok na kieszeń w spodniach, gdzie telefon tworzył lekkie wybrzuszenie.
- Dlaczego tak uważasz? - zdziwił się Niall.
- Bo ideały nie istnieją - stwierdziłem i uśmiechnąłem się krzywo. Po chwili podniosłem się z betonu i spojrzałem na blondyna z góry. - Pora wrócić do chłopaków, nie chcę, żeby Liam znów się na mnie gniewał - wywróciłem teatralnie oczami, po czym wraz z przyjacielem wróciłem do budynku.
Tymczasem, gdzieś przy Oxford Street.
Mały chłopiec biegł przodem, śmiejąc się z ptaków, które przelatywały nad jego głową. Dwie nastolatki podążały jego śladem, żywo dyskutując na przeróżne tematy. W końcu jedna, wyższa brunetka, poruszyła temat, który chodził za nią już od dawna.
- Jak myślisz, kogo Perrie tak bardzo chce nam przedstawić? - spytała, patrząc na swoją przyjaciółkę.
- Nie wiem. Pewnie poznała jakiegoś palanta i chce się pochwalić. Odkąd jest sławna, ma różne dziwne pomysły, oraz poglądy - odparła druga, niezbyt zainteresowana całą sytuacją.
- Oj weź, nie mów, że ciebie to nie interesuje - ciągnęła tamta.
- Jennifer, to nie jest nasza sprawa. Po pierwsze: Perrie przyjeżdża za trzy dni, a wtedy się dowiemy. Po drugie: aktualnie mam ważniejsze problemy na głowie - westchnęła zielonooka, uważnie obserwując swojego małego braciszka. - Thomas, czekaj na nas! Nie wychodź na ulicę! - krzyknęła za nim.
- Fizzy, z tobą to się nie da rozmawiać. Nasza Perrie w końcu znalazła sobie chłopaka, a ty znów o tych swoich problemach. Wiem, że je masz. Gorsze niż wiele innych osób. Lecz pora w końcu zapomnieć o przeszłości. Masz mnie, Eda, Thomasa, Perrie, Jade, a do tego cudownego Nathana i Conora.. czego chcieć więcej? - spytała wyraźnie zadowolona z życia Jenny.
- Rodziców... - mruknęła Felicity i pobiegła do małego bruneta, który grzecznie czekał kawałek dalej. Jennifer westchnęła pod nosem, przymykając oczy. Bardzo współczuła przyjaciółce, jednak nie mogła zmienić biegu wydarzeń. Doskonale wiedziała, co spotkało Felicity kilka lat temu, ale nie miała na to wpływu, gdyż wtedy jeszcze jej nie znała. Ciągle miała nadzieję, że pannie Sheeran przytrafi się coś dobrego, bo zasługiwała na to jak nikt inny. Szybko doszła do przyjaciółki i postanowiła zmienić temat, aby nie psuć jej humoru. Lecz wtedy telefon Jennifer zaczął niemiłosiernie wibrować w kieszeni.
- To Perrie - oznajmiła, po czym odebrała. - Co jest, skarbie?
~ Po prostu nie mogę się doczekać aż was zobaczę. A poza tym, chcę wam już przedstawić mojego nowego chłopaka. Wiecie co? On jest teraz w Londynie, tak jak wy. Ale nie powiem wam kto to ~ świergotała blondynka po drugiej stronie, przebywając teraz zapewne gdzieś w Los Angeles, gdzie wraz ze swoim zespołem, Little Mix, nagrywały kolejny kawałek, aranżacji Felicity. Uwielbiała ona pisać piosenki i zawsze miała na jakieś pomysł.
- Tak, my też nie możemy się doczekać aż nam go przedstawisz - odpowiedziała Jenny, rzucając krótkie spojrzenie w kierunku dziewczyny stojącej obok.
~ O, a tak w ogóle, słyszałyście o tym programie "Śladami One Direction"? Sądzę, że Felicity powinna tam pójść ~ powiedziała nagle Perrie.
- Dlaczego tak uważasz? - zdziwiła się Jennifer, przełączając na głośnomówiący.
~ To chyba oczywiste. Wygląda jak Styles. Dalej nie wierzę w to, iż nie są jakąś rodziną ~ rzuciła w zamyśleniu. Fizzy wywróciła teatralnie oczami, przeczesując dłonią swoje loki. ~ A z resztą ma dobry głos. Ty tak samo.
- Daj spokój. Nie mamy teraz na to czasu... - Felicity chciała ją jakoś zbyć. Lecz to nie było takie proste.
~ Zaczęły się wakacje. Ciekawe, co ty masz lepszego do roboty ~ prychnęła Edwards. ~ Ale dobra, już kończę, bo Leigh mnie woła. Macie pozdrowienia od Jade i reszty. Do zobaczenia za trzy dni, miśki ~ pożegnała się, po czym rozłączyła. Felicity wzięła Thomasa za rękę, i wszyscy przez jakiś czas szli w milczeniu. W końcu odezwała się Jenny.
- A może to nie jest taki zły pomysł? - spytała nieśmiało, a widząc, że przyjaciółka już ma jej odpowiedzieć, uniosła dłoń do góry. - Daj mi skończyć. Po prostu uważam, że to byłaby dla ciebie dobra rozrywka. Wiesz, taka odskocznia od rzeczywistości. Po pierwsze: uwielbiamy chłopców z One Direction. Po drugie: ty naprawdę wyglądasz jak Harry. Chociaż mi i tak bardziej lecisz na Horana. Taki.. Narry - zaśmiała się. - Głos masz świetny. Poza tym, to tylko zabawa. Wzięłabyś sobie Conora. Ewentualnie ja bym poszła z tobą - próbowała ją przekonać. Nie wspomniała jednak o tym, iż chodzi jej raczej o zapoznanie się ze swoimi idolami, w szczególności z niesamowitym Irlandczykiem, o cudownie błękitnych oczach, do którego wzdychała. Felicity wyglądała tak, jakby o czymś myślała.
- Ech, mogę to przemyśleć. Ale niczego ci nie obiecuję, panno Horan - dogryzała jej brunetka.
- Dziękuję, Fizzy - ucieszyła się Jenny. Przez resztę drogi do domu Ed'a Sheerana obdarowywała wszystkich przechodniów szerokimi uśmiechami, chcąc oddać im trochę swojej pozytywnej energii.
Ed był sławnym piosenkarzem, oraz kuzynem Felicity. Przynajmniej tak oboje myśleli. Fizzy nigdy nie poznała swojej prawdziwej rodziny, gdyż została oddana do domu dziecka, gdzie powiedziano jej, iż rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a Thomas to jej mały braciszek. Kilka lat po tym zdarzeniu zgłosiła się po nią ciotka Edwarda. I tak zamieszkali razem, oraz bardzo się ze sobą zżyli. Fizzy pomagała kuzynowi w tworzeniu jego muzyki. A on w zamian uczył ją gry na gitarze, perkusji, czy fortepianie. (...)
- Ed, wróciłam! - krzyknęła Felicity, odrzucając torbę na podłogę. Ed po chwili zszedł schodami w dół, a Thomas od razu rzucił się na niego z okrzykiem bojowym małego Indianina.
- To fajnie. Witaj, Jenny - odpowiedział rudy chłopak, uśmiechając się do nich. - Robiłem właśnie takiego małego twitcama dla fanów, bo mnie o to prosili. Czy waćpanny zechciałyby mnie zaszczycić swoją obecnością? - spytał, śmiejąc się. Po chwili i obie nastolatki wybuchnęły śmiechem. Ed potrafił poprawić im humor jak nikt.
- Pewnie, tylko coś zjem - rzuciła Fizzy i pognała do kuchni.
- Nic nowego! - krzyknął za nią Edward, po czym wraz z Jennifer udał się do jego pokoju na pierwszym piętrze. Laptop spokojnie spoczywał na łóżku, na którym i po chwili znaleźli się oni. Usiedli wygodnie obok siebie, a Jenny przywitała się do kamerki. Jednak widząc ilość ludzi, którzy to oglądali, nieco się przeraziła. Były to ponad sto tysięcy osób, a licznik wciąż skakał w górę.
- Co ty robisz, że oni tak chcą cię oglądać? Albo nie! Nie odpowiadaj! - krzyknęła gwałtownie.
- Na pewno nie to, co myślisz. Po prostu im śpiewam - odpowiedział spokojnie Sheeran.
Jakieś pięć minut później w pokoju zjawiła się Felicity i wcisnęła się między nich, również witając się z widzami. - No to jak, śpiewacie ze mną? - spytał Ed, który wręcz uwielbiał głos swojej kuzyneczki. Bardzo przypominał jej głos zarówno Harolda Stylesa, jak i Nialla Horana, jego przyjaciół z branży. Do tego wolny akcent dziewczyny, typowo brytyjski. Zawsze uważał, że jest bardzo podobna do Harry'ego, ale już o tym nie mówił, bo gdy to robił, denerwowała się. Chwilę się opierały, gdyż tak liczna publiczność trochę je krępowała, lecz w końcu się zgodziły i z głośników poleciały pierwsze takty piosenki "You need me, I don't need you", jego ulubionego repertuaru własnego autorstwa.
Baker Street.
Po zakończeniu kolejnego dnia przesłuchań, jednego z tych nieudanych, chłopcy w końcu mogli spokojnie wrócić do domu i odpocząć. Każdy szedł do swoich zajęć, nie pytając o nic drugiego. Często mieli się dość. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu, więc nikt im się nie dziwił. Starali się unikać kłótni, bo nie chcieli rozłamu w zespole. Czasem było ciężko, ale zależało im na sobie i umieli się opanować.
Liam umówił się z Danielle na spotkanie, Harry postanowił przespać resztę dnia, Zayn zaraz gdzieś wyszedł, nie informując nikogo o celu swej podróży. Natomiast Louis i Niall usiedli razem na kanapie w salonie i wzięli laptopa, aby sprawdzić co nowego. Ich dobry przyjaciel, Ed Sheeran, dodał na Twittera link do swojego twitcama, który powinien jeszcze trwać. Nie znajdując nic lepszego do roboty, Tomlinson nacisnął na ten wpis i zostali przeniesieni na odpowiednią stronę. Chwila ładowania... i już po chwili ujrzeli rudego chłopaka, siedzącego po drugiej stronie. Jednak nie był sam. Obok niego siedziały dwie młode dziewczyny. Louis otworzył usta ze zdziwienia, przyglądając się jednej z nich.
- Ona... wygląda jak mój Harry - stwierdził po chwili.
- Rzeczywiście, jest niemal identyczna. Tylko nie ma takiej szczęki - wyrzucił z siebie Horan, wpychając do buzi kolejną garść paprykowych chipsów. - Śpiewa.
- Nie pluj mnie, widzę - zirytował się niebieskooki.
~ "Now I'm in town, break it down, thinking of making new sound. Playing a different show every night in a front of a new crowd. That's you know, ciao, seems that life is great now, see me lose focus, as I sing to you loud. And I can't, no, I won't hush, I'll say the words that make you blush. I'm gonna sing this now" ~ śpiewała, a raczej rapowała, zielonooka brunetka, uśmiechając się szeroko. Wtedy chipsy z buzi Nialla wysypały się na jego nowe spodnie, lecz ten zdawał się tego nie zauważyć. Dalej śpiewał Ed, a refren kolejna dziewczyna, siedząca po jego lewej.
- To jest przecież niemożliwe. Ona za bardzo jest jak Styles - dziwił się Louis, marszcząc czoło.
- Myślisz o tym samym co ja? - spytał Nialler, przenosząc na przyjaciela swoje błękitne tęczówki.
- Ściągamy ją do naszego programu - powiedzieli równo. Louis przez swojego Twittera od razu zaczął pisać do Edwarda, aby powiedział mu, jak nazywa się ta dziewczyna. Odpowiedź dostał pół godziny później, gdy twitcam dobiegł końca. - Felicity Sheeran, jego kuzynka - zacytował Tommo, a Niall przez telefon zaczął obserwować profil damskiej wersji Stylesa. Okazało się, że ona robi to już od dawna, w stosunku do jego profilu, więc mógł od razu do niej napisać. Louis tak samo. Nie szczędzili więc sobie wiadomości. Najpierw zapoznawczych, potem realizujących ich plan. Pozostawało im tylko czekać na odpowiedź.
- A wy co się tak cieszycie? - spytał Harry, schodząc na dół w samych bokserkach.
- Uratowaliśmy nasz program - rzucił ucieszony Horan.
- Ta, pewnie - mruknął Styles i skierował się do kuchni.
Nie wierzył im, a i trudno się dziwić. Jednak dwójka przyjaciół była całkiem pewna swego, i radość nie opuszczała ich nawet przez chwilę. Dla nich był to początek czegoś nowego.
_____________________________________________
Macie swój upragniony pierwszy rozdział. Nie mamy pewności, czy wyszedł jakoś w miarę dobrze, lecz trudno nam było się na czymkolwiek skupić. Pisane późno w nocy, jednak mamy nadzieję, że się spodoba. Jeżeli będziecie mieli jakiekolwiek sugestie, piszcie do nas. ; D W końcu to blog stworzony dla was, miśki. <3