środa, 19 grudnia 2012

Something new.

Cześć! 
Z tej strony autorzy bloga. Mamy dla was informację. Oboje zdecydowaliśmy, że możemy tę historię po prostu opisać lepiej, wpleść w to więcej opisów uczuć, i w ogóle. Dlatego przenosimy bloga. Znajdziecie go teraz pod tym adresem:
http://xtaintedllove.blogspot.com/
Jeśli ktoś jest zainteresowany, po prostu będzie czytał to tam. 
Przepraszamy za problemy i z góry dziękujemy za nowych czytelników. c: 

sobota, 8 grudnia 2012

Chapter 3. "Śladami One Direction."

"Strata boli. Jednak jeszcze większy ból przynosi konieczność zmagania się z problemami, które dręczyły nas w przeszłości..."

     Kiedy tylko zobaczyłam go w domu zespołu oniemiałam. To wszystko co wydarzyło się tak dawno, wróciło do mnie ze zdwojoną siłą, sprawiając, iż wszystkie uczucia naraz zostały wymieszane. Nie wiedziałam jak mam się zachować. To było nowy chłopak Perrie. Osoba, którą kiedyś nazywałam "moją". Nie mogłam nawet przyznać się do tego, że coś mnie z nim łączyło, pomimo tego iż wszystko wygasło. Odczuwałam niesamowitą więź z Perrie, więc każdy taki ruch nie wchodził w grę. Miałam postawić na jednej szali przyjaźń i uczucia sprzed trzech lat? Chyba rzeczą oczywistą jest to, co postanowiłam wybrać. Nie mogłam jej zranić, a on już dawno przestał się liczyć. 
     Zayn Malik, jeden z pięciu wokalistów najpopularniejszego boysbandu na całym świecie, One Direction. Wyobrażacie sobie, jak cholernie trudno było mi o nim nie myśleć, gdy codziennie widziałam jego twarz w telewizji, a w każdej kolejnej gazecie czytałam najnowsze plotki o nim i o całej reszcie? Nie życzę tego nikomu. Właściwie tylko Ed, mój kuzyn, wiedział, co się między nami dokładnie wydarzyło. 
     Mianowicie, poznałam go mając 14 lat, trzy lata temu, trochę po tym, jak zostałam adoptowana przez rodzinę Sheeran'ów. Mieszkaliśmy wtedy jeszcze w okolicach Bradford, rodzinnego miasteczka Pakistańczyka. Był to początek wakacji, piękna pogoda, co oczywiście równa się z niezliczoną ilością imprez. Ja, mimo iż byłam młoda, to na swój wiek bardzo dojrzała. Przeszłam wiele i umiałam o siebie zadbać. Zawsze starałam się myśleć racjonalnie, lecz wtedy po raz pierwszy zdarzyło mi się przestać uważać na jakiekolwiek zasady, które powinny obowiązywać. Przyjaciółka urządzała domówkę, na którą oczywiście zostałam zaproszona. To tam go poznałam. Totalnie zakręcił mi w głowie. Po każdym spotkaniu chciałam tylko więcej i więcej. A wiadomo, co spotyka takich ludzi. 
     Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Spotykaliśmy się niemal codziennie, bo nie mieliśmy jako takich przeszkód. Zayn nie znał mojej przeszłości. Nie wiedział, że nie jestem rodzoną kuzynką Edwarda. Nigdy też za bardzo o to nie pytał. To również w nim ceniłam. Jeżeli widział, że nie chcę o czymś rozmawiać, po prostu dawał mi spokój. Ja tak samo nie pytałam go o nic na siłę. Mieliśmy takie swoje niepisane zasady. 
     Kochałam go. Śmiało mogłam to powiedzieć każdemu, kto by mnie wtedy o to spytał. Powiedziałam to Ed'owi. Nie do końca był przekonany, czy jest to dla mnie dobre. Och, gdybym tak go posłuchała... Dzisiaj nie miałabym takiego problemu. Ale myślałam, że ja też coś dla niego znaczę. Ba, byłam tego pewna. To, jak się do mnie odnosił. W jaki sposób zachowywał się, będąc przy mnie. Był cudowny. 
     Pod koniec wakacji usłyszałam tylko słowa jego cioci "Zayn wyjechał, nie powiedział ci o tym?". To było dla mnie jak jakiś wyrok. Cios poniżej pasa. I tyle go widziałam. Rodzina nie chciała mi powiedzieć gdzie się znajduje, ponieważ podobno Malik sobie tego nie życzył. Pisałam do niego, lecz zmienił numer. Na portalach społecznościowych również mnie ignorował, więc po jakimś czasie dałam sobie spokój. Lecz nigdy nie mogłam zrozumieć co zrobiłam nie tak? Czy to moja wina? Czy może to w ogóle nie ma ze mną związku? Ludzie mają w życiu różne problemy. Ale przecież bym mu jakoś pomogła. Gdyby tylko mi powiedział. Jednak najwidoczniej nie widział takiej potrzeby. 
     A ja tęskniłam. Z każdym dniem coraz bardziej. Może to były tylko te dwa miesiące, jednak w moim życiu niewątpliwie najlepsze. W momencie gdy usłyszałam o tym, że poszedł do X-Factor, a teraz jest sławny, chciało mi się płakać. Byłam z niego dumna, ale też cholernie na niego wściekła. Obiecywał, że kiedy stanie się sławny, będę miała jak w banku wstępy na wszystkie koncerty i imprezy zamknięte. Co z tego, że żartował? Chociaż jedna głupia wiadomość, tłumacząca jakoś jego zachowanie. Czy prosiłam o dużo? Głupia Fizzy, nie zasłużyłaś na coś, co ludzie nazywają szczęściem. Pogodziłam się z tym. Teraz mam Nathana, który jest przy mnie. Mam też Jenny, Perrie, Ed'a. Czego chcieć więcej, prawda...? 

     Od naszej ostatniej wizyty w domu 1D minęły dwa dni. Nie rozmawiałam z Jenny na ten temat, ponieważ odkąd dowiedziała się co łączyło mnie z Malikiem, przestała tak na to wszystko nalegać. Sądzę, że powiedziała również mojemu kuzynowi, bo ostatnio był bardzo ostrożny, jeżeli chodziło o temat zespołu. Cieszyłam się z tego, lecz nie sądziłam, że moja najlepsza przyjaciółka wywinie mi taki numer. 
- Fizzy, zejdź na dół, mamy gości! - usłyszałam jej krzyk z dołu. Odrzuciłam na bok właśnie czytaną książkę i zastanowiłam się nad tym, kto też mógł do nas przyjść akurat dzisiaj. Nathan był zajęty, bo pojechał do rodziny, mieszkającej niedaleko. Wzruszyłam lekko ramionami i schodami zbiegłam w dół. Dosłownie, o mało co nie spadłam z ostatnich trzech schodków widząc, kto stoi w drzwiach. Ależ mieliby piękny pokaz, gdyby moje zęby rozsypały się po drewnianej posadzce. 
- Cześć, Perrie - odezwałam się do blondynki z wymuszonym uśmiechem, po czym należycie się przywitałam. Miałam zamiar zignorować towarzyszącego jej Mulata, lecz Jennifer posłała mi karcące spojrzenie, więc niechętnie przeniosłam swoje zielone tęczówki na Zayna, stojącego obok Edwards, z tym swoim głupkowatym uśmieszkiem na ustach. - Witaj, Zayn - dorzuciłam. - Co was do nas sprowadza? - spytałam, starając się, aby mój ton brzmiał całkiem naturalnie. W tamtej chwili miałam ochotę zabić brunetkę, która znajdowała się najbliżej mnie. Jak mogła zrobić mi coś takiego wiedząc, co ten idiota mi zrobił? 
     Mimo wszystko przez cały czas to ja podtrzymywałam rozmowę. Wypytywałam ich o wszystko, udając żywe zainteresowanie. Nie mogłam zachowywać się jak jakaś egoistka. Perrie była przy nim szczęśliwa i to dało się łatwo zauważyć. Szeroki uśmiech nawet na chwilę nie znikał z jej opalonej buzi. 
     Thomas co jakiś czas wbiegał do pokoju ze swoimi okrzykami wojennymi, wymyślając sobie coraz to nowe zabawy. Nie powiem, że uspokajanie go w jakiś sposób mi przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, pomagało. Bo mogłam na chwilę oderwać wzrok od tej zakochanej pary. 
- Perrie, chodź, proszę, pomóż mi w kuchni. Zrobimy coś do jedzenia, dobrze? - spytała Jenny, po czym nie zważając na moje dość znaczące gesty protestu, udała się z blondynką do innego pomieszczenia. Natomiast ja zostałam sama z całą moją bolesną przeszłością zamkniętą w tej oto osobie. 
- Więc... co u ciebie nowego, Fizzy? - usłyszałam po chwili wyraźny akcent Malika. 
- Nie udawaj, że to cię obchodzi - odparłam tonem wypranym z emocji. Starałam się mówić cicho, bo Perrie nie mogła wiedzieć, że się znamy. Zapewne poczułaby się źle, nie dałaby mi z tym spokoju, pytając, czy naprawdę nie mam nic przeciwko temu, że spotyka się z Zayn'em i w ogóle. 
- Nie udaję. Naprawdę mnie to interesuje - drążył dalej, przyglądając mi się. - Poza tym, bardzo ciekawi mnie to, dlaczego Perrie nie może wiedzieć o naszej znajomości - dodał, unosząc czarne brwi ku górze. Byłam już mocno poirytowana i naprawdę trzymałam się ostatkiem sił. 
     Zapewne teraz wszyscy myślicie, iż dramatyzuję. Że wyolbrzymiam to wszystko, robiąc z siebie ofiarę losu. Ależ nie! Próbuję tylko przedstawić wam swoją sytuację. Znajdowałam się właśnie we własnym domu z ostatnią osobą, którą chciałam widzieć na oczy. Myślałam, że skoro sam zniknął z mojego życia, to już do niego nie wróci. Co za paradoks... 
- I tak tego nie zrozumiesz - mruknęłam, unikając jego wzroku. 
- Nawet nie spróbowałaś mi tego wyjaśnić - odpowiedział dość pretensjonalnym tonem. Spojrzałam na niego i pochyliłam się nieco do przodu, aby mógł mnie lepiej słyszeć. 
- Nie chcę nawet myśleć o tym, co było między nami, a co dopiero o tym mówić. Dla mnie wszystko jest już skończone. Traktuję to jak zwykłą wakacyjną przygodę. Więc po co miałabym mówić o tym mojej najlepszej przyjaciółce, z którą aktualnie się spotykasz? Nie chcę, aby się martwiła. Albo myślała, że zrobisz jej to samo, co zrobiłeś mi. Nawiasem mówiąc, jeżeli spróbujesz, to osobiście ci obiecuję, że cię znajdę i własnoręcznie zabiję - dodałam, po czym uśmiechnęłam się szeroko, widząc jego wręcz zaszokowaną minę. 
- Zachowujesz się co najmniej dziecinnie. Dlaczego miałbym ją krzywdzić? - westchnął Zayn. Czyż on nie był bezczelny? 
- A ty zachowujesz się jak... - nie zdążyłam dokończyć, gdyż usłyszałam huk w kuchni. Poderwałam się z miejsca, a Malik zaraz za mną. Gdy dotarłam do kuchni ujrzałam śmiejącą się Jenny, i wykonującą tę samą czynność Perrie. Tyle, że ta druga leżała na ziemi. 
- Przewróciłaś się? - spytał Malik, podchodząc do niej. 
- Nie, po prostu podłoga wydawała jej się smutna i chciała ją przytulić - powiedziałam cicho, wywracając teatralnie oczami. Lecz to tylko wzmocniło napad śmiechu obu przyjaciółek, natomiast Mulat spojrzał na mnie wzrokiem, który nazywa się "morderczym". 
- Perrie, wybacz, ale coś mi wypadło i muszę iść. Odezwę się później, do zobaczenia - rzucił Zayn, pocałował Edwards w policzek i wręcz wybiegł z domu. Uśmiechnęłam się pod nosem, lecz widząc minę Jennifer spuściłam głowę i wróciłam do salonu. 
- Co tu się stało? - spytała brunetka, od razu mnie doganiając. 
- Tylko pogorszyłaś naszą sytuację - wyjaśniłam krótko, uśmiechając się lekko. - Ale przynajmniej mamy jasność...
- W stosunku do czego? - zdziwiła się, patrząc na mnie podejrzliwie. 
- Szykuj się na casting do programu "Śladami One Direction" - zaśmiałam się melodyjnie, a ona pisnęła i przytuliła mnie mocno. 
     Po co to robiłam? Dla samej przyjemności ze śpiewania? Chciałabym, ale nie. Widziałam, że Malikowi moja obecność działa na nerwy równie mocno, co mi jego. Dlatego postanowiłam nie wycofywać się z tej "gry" jako pierwsza. Nie dam się tak łatwo, niech się nawet nie łudzi. W tej oto chwili wypowiedziałam wewnętrzną wojnę panu Zayn'owi Malikowi. Potrzebowałam jeszcze tylko jednej osoby... 
- Conor? - odezwałam się do komórki, a gdy po drugiej stronie usłyszałam znajomy męski głos, uśmiechnęłam się do siebie. - Cześć, kochany. Bardzo jesteś jutro zajęty? Bo wiesz, postanowiłyśmy z Jenny iść do tego nowego programu muzycznego, który prowadzą One Direction. I chciałam spytać, czy przeszedłbyś się z nami - powiedziałam od razu, bez zbędnych wstępów. 
     Conor Maynard, mój najlepszy przyjaciel przeciwnej płci. Zawsze był przy mnie gdy go potrzebowałam. On również uwielbiał śpiewać, i moim zdaniem robił to fenomenalnie. Do tej pory dodawał swoje filmiki na YouTube, w nadziei, że ktoś doceni jego talent. Ale po co czekać, jeśli można samemu do tego dążyć skuteczniejszymi metodami? Właśnie tym argumentem go przekonałam. 
Czyli mamy skład w komplecie. 

~*~

- Horan, rusz się! Za pięć minut wchodzimy na wizję! - krzyknął do mnie Liam, a ja jak strzała wyleciałem z łazienki, w międzyczasie dopinając rozporek. Człowiek nawet spokojnie nie może załatwić swoich potrzeb fizjologicznych, a to już skandal. 
     Załadowaliśmy się do czarnego samochodu, który miał zawieźć nas do studia. Wiedziałem, że się spóźnimy, bo nie było możliwości, abyśmy w pięć minut zdążyli tam dojechać. Co najmniej dziesięć. A znów wszystko przeze mnie. Byłem chyba najbardziej spóźnialską osobą jaką świat widział. Co poradzisz? 
     Mimo wszystko udało nam się dotrzeć w miarę na czas. Wybiegliśmy na scenę i jak zwykle z hukiem rozpoczęliśmy nasze własne show. Sala była wypełniona po brzegi, a za kulisami widziałem już mnóstwo nowych osób, które czekały na swoją kolej. Czułem, że to ten dzień. Dzień, w którym wszystko się zmieni. Miałem nadzieję, że moje przeczucia i tym razem się sprawdzą. 
- Myślicie, że przyjdą? - zapytał w pewnym momencie Harry, przenosząc wzrok ze mnie na Louisa, który siedział obok i zapisywał swoją opinię na temat kolejnego występu. 
- Przecież masz przed sobą listę uczestników. Poszukaj - podsunął Liam, a wszyscy od razu zaczęliśmy wertować kartki w poszukiwaniu tych dwóch nazwisk. 
- Są! Sheeran i Smith... i jeszcze ktoś o nazwisku Maynard, ale to już nie ważne. Ważne, że są! - ekscytował się Tomlinson, podskakując niecierpliwie na krześle. 
- Ta, są z 165616 numerem, więc sobie poczekacie - mruknął jak zwykle niezadowolony Zayn. 
- Wiesz kto jeszcze miał taki numer? - spytałem znacząco, chcąc jakoś poprawić mu humor. Ale mi nie wyszło. To on miał taki numer, gdy przyszedł do X-Factor dwa lata temu. Wtedy był zupełnie innym człowiekiem. Ludzie się zmieniają i trzeba umieć to zaakceptować. Ja umiałem. Dlatego moje stosunki do niego nie zmieniały się, niezależnie od jego zachowania, które często wszystkich innych przyprawiało o ból głowy. (...)
     Musieliśmy sporo czekać na nasz upragniony występ, lecz w końcu na scenę wyszły trzy uśmiechnięte od ucha do ucha osoby. Felicity, Jennifer, oraz chłopak imieniem Conor. Wyprostowałem się na krześle i uśmiechnąłem się wesoło. 
- Witajcie. Na początek nam się przedstawcie, powiedzcie ile macie lat, skąd jesteście - zaczął swoją gadkę Liam. 
- Nazywam się Felicity, mam 17 lat, tak samo jak Jenny. Conor ma lat 18. Wszyscy jesteśmy stąd, z Londynu - odpowiedziała drobna brunetka, która między swoimi przyjaciółmi wyglądała na naprawdę malutką. 
- Dobrze, co nam zaśpiewacie? - zapytałem zaciekawiony, przyglądając się Jenny. Ona z kolei odwrotnie do swojej odważnej przyjaciółki, sprawiała wrażenie zagubionej i nieśmiałej. Może tylko mnie się tak wydawało, lecz nie mogłem oderwać wzroku od tej czarującej osóbki. 
- Zaśpiewamy dla was "Everything About You" - odezwał się chłopak. A ja uśmiechnąłem się do siebie. Do tej pory każdy wykonywał utwór "What Makes You Beautiful", bądź "One Thing", gdyż były to najbardziej znane piosenki. Cieszyłem się, że oni postawili właśnie na tą, ponieważ była jedną z moich ulubionych, a do tego tę piosenkę nagraliśmy jako pierwszą całkowicie samodzielnie. 
- Prosimy - powiedział Lou, a po chwili muzyka została puszczona. 
     Kwestię Liam'a zaczął śpiewać Conor. Jego głos zrobił na mnie duże wrażenie, gdyż był on naprawdę bardzo dobry. Jednak dopiero kwestia Harolda, zaśpiewana przez Felicity, wręcz mnie zachwyciła. Ona miała identyczny głos jak Harry. Ludzie na sali krzyczeli i bili brawo. A moi przyjaciele, siedzący po bokach, podśpiewywali pod nosem. 

It's everything about you, you, you!
Everything that you do, do, do! 
From the way that we touch, baby, 
To the way that you kiss on me! 

Moją kwestię też zaśpiewała Felicity. Dopiero wtedy usłyszałem u niej nieco Irlandzki akcent, który był słaby, ale jednak występował, mieszając się z Brytyjskim. Zdziwiło mnie to, bo takie połączenia były naprawdę bardzo rzadkie, ale spodobało mi się jeszcze bardziej. 

Yes, I like the way you smile with your eyes, 
Other guys see it but don't realise that it's m-my lovin. 
There's something about your laugh,
That makes me wanna have to, 
There's nothing funny, so we laugh at n-n-nothing!

Gdy Jennifer śpiewała u nas w domu, robiła to bardzo cicho. Teraz miała przy ustach mikrofon i mogłem w pełni podziwiać jej talent, którego bez wątpienia jej nie brakowało. Nie wstydziła się aż tak bardzo, a nawet się uśmiechała. Do kwestii Tomlinsona pasowała idealnie, gdyż jej głos brzmiał trochę jak głos małej dziewczynki. 
     Ale nie chodzi o same głosy. Większość uczestników stała jak kołek na środku sceny z mikrofonem, jakby przymusem wepchniętym w dłoń. Natomiast ta trójka zapełniała dosłownie każdy centymetr sceny, do tego podrywała publiczność do zabawy. Ludzie za nami klaskali, oraz śpiewali razem z nimi. To było coś niesamowitego. Pod koniec byli zmęczeni, ale widocznie zadowoleni. My wszyscy również. 
- Cóż ja wam mogę powiedzieć, to było fenomenalne - stwierdził Liam.
- No ja was już kocham, szczególnie mojego damskiego klona, więc nie ma nic do gadania, jesteście genialni - dodał od siebie Harry, ciesząc się. 
- Niewątpliwie najlepszy występ w programie - powiedział z powagą Louis, a widząc to szczęście malujące się na twarzy uczestników, i ja się uśmiechnąłem. Ale po minie Malika widziałem, że on nie chce się wypowiadać, więc od razu przeszliśmy do głosowania. 
Chyba tego, jaki był werdykt, nie muszę wam mówić. Jednogłośna zgoda, przejście dalej. 
     Była jeszcze szansa na uratowanie tego marnego programu. Oni byli tą szansą. A ja pokładałem w nich swoją nadzieję. Już bardzo ich polubiłem. Fizzy była temperamentna, Conor zdecydowany, a Jennifer na swój sposób urocza. Mogło być tylko lepiej. 

~*~

     Robiła to wszystko tylko po to, aby mi dopiec. Ta świadomość przedzierała się do mojego mózgu coraz wyraźniejszymi falami, aby w końcu zawładnąć nim całym i nie pozwolić myśleć o niczym innym. Przecież ona mnie nienawidzi. Bardzo jasno się określiła, kiedy rozmawialiśmy w salonie. A ja miałem tak mało czasu, aby jej wszystko wyjaśnić. 
     Do tego ukrywałem coś takiego przed moją obecną dziewczyną. Ona opowiedziała mi o swoich wszystkich związkach. A ja miałem teoretycznie tylko ten jeden. I nawet o nim nie mogłem wspominać, z nieznanego mi powodu. Zastanawiacie się pewnie, dlaczego słucham Felicity, skoro śmiało mógłbym powiedzieć Perrie jak było. Otóż, są pewne granice, których nie przekracza się bez względu na wszystko. A ja się tego trzymam. 
     Tylko zastanawiała mnie jedna rzecz. Mianowicie: czy ona nie widzi, że i sobie będzie robiła krzywdę? Znoszenie mojej obecności na pewno nie sprawiało, że lata po domu jak na skrzydłach, ciesząc się z najmniejszych rzeczy. 
     Czy rzeczywiście była to dla niej tylko wakacyjna przygoda? 
Malik, przestań. Znów zaczynasz. 
     Cholernie wrażenie, że mam rozdwojenie jaźni. Często przeprowadzam rozmowy sam ze sobą, a to oznaka, że jest coraz gorzej. I tak będzie, dopóki wszystkiego nie naprawię. 
     Wakacyjna przygoda. 
     Ale przecież tego już nie da się naprawić. Nie można żyć przeszłością, trzeba cieszyć się tym, co przynosi ci przyszłość, czy nawet teraźniejszość. Miałem Perrie, którą kochałem. A ona miała mnie i musiała wiedzieć, że może na mnie liczyć. Felicity to przeszłość. 
     W moim życiu rozpoczął się nowy etap. Stare kartki mojej historii, to tylko zapisany papier. Są jeszcze te puste, które wciąż czekają. Ten etap postanowiłem nazwać "Walka z samym sobą". To chyba dobry tytuł. Hmm, książka pisana przez obłąkanego człowieka, rozmawiającego z samym sobą? Nie sięgnąłbym po taką. A co wy o tym sądzicie? 
     Wakacyjna przygodna, wakacyjna przygoda. Cholerna wakacyjna przygoda. 

_________________________________________________________________

No hej, skarby! Wiem, że znów bardzo długo czekaliście na ten rozdział, za co z góry przepraszam. Nie jest on również jakiś fenomenalny, ale dobrze się bawiliśmy, pisząc go, a szczególnie prowadząc ze sobą te dialogi, więc... mamy nadzieję, że wam się spodoba. Znów pisaliśmy go całego razem. Nie wiem jak wam, ale mi przypadł do gustu. Jest jaki jest. Poza tym, dziękujemy za ponad 1000 odsłon bloga, oraz rosnącą liczbę obserwatorów i tak wiele komentarzy! *,* To daje nam motywację do dalszego pisania. Jeśli macie jakieś zastrzeżenia, dajcie nam znać, a się poprawimy. To jak na razie tyle. 
Miłego czytania, misiaki. <3